Strona głównaPodcastOd pomysłu do #1 sklepu z zagranicznymi słodyczami w Polsce
alt=""
Podcast

Od pomysłu do #1 sklepu z zagranicznymi słodyczami w Polsce

Gość: Kacper Błędowski, Słodyczowo.pl

00:0000:00

Słuchaj lub oglądaj na:

Udostępnij:

W tym odcinku

✔️ Dowiesz się jak zgromadzić pół miliona obserwujących na TikToku bez wydawania ani złotówki na reklamy

✔️ Odkryjesz jak rozpocząć biznes w najgorszym możliwym momencie (pandemia 2020) i przekuć potencjalne zagrożenie w przewagę konkurencyjną

✔️ Poznasz sekret efektywnej segmentacji – dlaczego kategoryzowanie klientów po preferencjach produktowych (fani K-pop vs. produkty USA) działa lepiej niż tylko po częstotliwości zakupów

✔️ Odkryjesz jak budować lojalność przez mikrogesty – od odręcznych listów do klientów po osobiste dostarczanie paczek do paczkomatu

✔️ Dowiesz się dlaczego warto testować wszystko samemu przed delegowaniem – od reklam na Facebooku przez Google Ads po content na social mediach, i jak z porażek wyciągać wnioski na przyszłość

✔️ Zrozumiesz znaczenie dywersyfikacji kanałów marketingowych – social media, SEO, newsletter, SMS-y, wyspy handlowe – żaden pojedynczy kanał nie jest odpowiedzią na wszystko

Kacper Błędowski, współzałożyciel Słodyczowo.pl, rozpoczął biznes w najgorszym możliwym momencie – w 2020 roku, w samym środku pandemii. Dziś sklep to najpopularniejszy sklep z zagranicznymi słodyczami w Polsce, z około 700 produktami z USA, Japonii, Korei i innych krajów. Co ważniejsze, zbudował społeczność ponad 500 000 obserwujących na TikToku i 260 000 subskrybentów na YouTube – bez wydawania ani złotówki na reklamę.

Od pomysłu do realizacji w pandemii

Pomysł na Słodyczowo.pl wpadł Kacprowi i Paulinie podczas ich podróży do Azji w 2019 roku. Widząc w chińskich supermarketach Laysy o smaku kraba czy Pringles o smaku wodorostów, zdali sobie sprawę, że znane marki mają za granicą smaki niedostępne na rynku europejskim. W 2020 roku, mimo pandemii, uruchomili pierwszą sprzedaż na Allegro, potem sklep stacjonarny, a następnie rozwinęli e-commerce.

Społeczność zamiast reklam

Kluczem do sukcesu Słodyczowo.pl było budowanie społeczności, a nie tradycyjny marketing. Zamiast komunikatów “kup teraz, 10% zniżki”, zespół tworzył content, który fascynuje ludzi zainteresowanych zagranicznymi produktami. To klienci podpowiadają, jakie produkty warto sprowadzić – od edycji limitowanych Oreo Pokemon po japońskie słodycze z K-popu.

W ofercie znajdują się nie tylko smakołyki, ale też produkty challenge – ekstremalnie kwaśne cukierki, fasolki Bertiego Botta o smaku wymiocin, czy owady jadalne z papryczką Carolina Reaper. Kacper podkreśla, że sklep powstał dla społeczności ludzi, którzy są “zajarani” zagranicznymi produktami i chcą się nimi dzielić.

Wielokanałowa strategia marketingowa

Słodyczowo.pl nie bazuje na jednym kanale sprzedaży. Kacper eksperymentował z Facebookiem, Google Ads, influencer marketingiem i wyspami handlowymi w galeriach. Odkrył, że każdy kanał wymaga innego podejścia – na przykład newsletter działa świetnie przy limitowanych produktach kolekcjonerskich, podczas gdy SMS-y to doskonały sposób na odzyskiwanie porzuconych koszyków.

Zespół stosuje zaawansowaną segmentację klientów – nie tylko według częstotliwości zakupów, ale według preferencji produktowych. Fani K-popu dostają inne komunikaty niż miłośnicy amerykańskich słodyczy. Ta personalizacja przekłada się na wyższą lojalność.

Budowanie lojalności przez mikrogesty

Słodyczowo.pl wyróżnia się osobistym podejściem do klientów. Kacper osobiście wozi paczki do paczkomatów, pisze odręczne listy do lojalnych klientów i dba o każdy detal w obsłudze. Te mikrogesty, jak sam przyznaje, generują ogromną wartość przy minimalnych kosztach.

W planach jest rozwój programu lojalnościowego – punkty za każde zamówienie, możliwość wymiany na zniżki, a przede wszystkim ekskluzywny dostęp do limitowanych produktów dla najbardziej zaangażowanych klientów.

Lekcje dla innych przedsiębiorców

Kacper podkreśla kilka kluczowych zasad, które pomogły mu w budowaniu biznesu:

Testuj sam przed delegowaniem – naucz się obsługi każdego narzędzia marketingowego, zanim zatrudnisz kogoś do tego. Dzięki temu będziesz lepszym managerem i unikniesz kosztownych błędów.

Dywersyfikuj kanały sprzedaży – żaden pojedynczy kanał nie jest odpowiedzią na wszystko. Social media, marketplace’y, własny sklep, wyspy handlowe – każdy ma swoją rolę.

Buduj społeczność, nie sprzedawaj – zamiast agresywnych promocji, twórz content, który angażuje i fascynuje. Ludzie kupią, jeśli poczują się częścią czegoś większego.

Nie bój się porażek – 15 pomysłów może nie wypalić, ale szesnasty może się udać. Ważne, żeby próbować i wyciągać wnioski z niepowodzeń.

Ufaj intuicji – czasem najlepsze decyzje biznesowe to te, które wydają się najbardziej ryzykowne. Kacper zrezygnował z kariery dyrektora w korporacji, żeby sprzedawać słodycze – i nie żałuje.

Dziś Słodyczowo.pl to nie tylko sklep, ale marka rozpoznawalna w całej Polsce, z lojalnymi fanami i rosnącymi zasięgami. A wszystko zaczęło się od pomysłu w chińskim supermarkecie.

Transkrypcja:

Bartosz Fabjański (edrone): Cześć, Tutaj Bartek z podcastu Kierunek E-commerce, a moim gościem jest dzisiaj Kacper Błędowski, który stoi za sklepem Słodyczowo.pl jako współwłaściciel i współzałożyciel. Cześć Kacper.

Kacper Błędowski (Słodyczowo.pl):  Cześć Bartek, miło mi Was poznać.

Bartosz Fabjański (edrone): Bardzo Ci dziękuję, że zdecydowałeś się dołączyć do podcastu i ze mną porozmawiać. I prosiłbym Cię na start, żebyś powiedział troszeczkę o swoim sklepie. Tym z naszych słuchaczy, którzy być może o nim nie słyszeli, nie słyszeli. Słodyczowo.pl handluje się słodyczami, ale pewnie nie jest to wyczerpująca odpowiedź.

Kacper Błędowski (Słodyczowo.pl): Jednym zdaniem to obecnie jest to najpopularniejszy sklep z zagranicznymi słodyczami w Polsce. Jak bym to rozwinął, to tak od słodyczy to już nam powoli trochę daleka droga, bo obecnie w sklepie mamy około 700 produktów i nie są to tylko słodycze. Są to też między innymi produkty, dania gotowe, sosy i wszystko inne związane z produktami z zagranicy. I głównie mamy w sklepie produkty z USA oraz Japonii, ale również znajdziecie tam kategorie z Włoch czy z Azji jako całej z Chin czy z Korei.

Okej, czyli słodycze, przekąski, produkty, które są w pewnym sensie egzotyczne i nie znajdziemy ich w przeciętnym dyskoncie czy markecie, nawet w dużym mieście.

Dokładnie tak. Staramy się wyszukiwać same perełki, które albo polecają nam klienci, bo to dla nich zrobiliśmy ten sklep tak, oni nam napędzają ten sklep różnymi pomysłami, różnymi sugestiami. Wiadomo, gdzieś tam też wpasowujemy się w trendy, więc tych produktów terenowych również szukamy. Na przykład, nie wiem, jakieś tam Oreo we współpracy z Selena Gomez. Każdy, nawet jak go nie zje, to chciałby je mieć. Na pewno mamy napoje, od napojów z galaretkami po energetyki kolekcjonerskie. To też jest dosyć ciekawe, bo to jest fajna kategoria, gdzie na przykład kolekcjonerzy czy fani marki Monstera tak jakby kupują i sprawdzają różne wersje puszek z całego świata. Także tych produktów mamy bardzo dużo. Ostatnio jak sprawdzałem, to tych kategorii na sklepie jest już około 30-35, a mamy też również zestawy, które sami tworzymy właśnie do testowania z rodziną, do testowania ze znajomymi na jakieś imprezy czy nawet jakieś produkty, które są po prostu niedobre. Także no warto się rozejrzeć i na pewno coś znajdzie się dla siebie.

Czekaj, czy właśnie powiedziałeś, że sprzedajesz niedobre produkty?

Dokładnie tak. Bo takie produkty też są warte spróbowania. Jest jeden produkt, który na przykład jest. To się nazywa czy cała kategoria nazywa się challenge? I są na przykład produkty ekstremalnie kwaśne, po których na przykład jest taki nawet lekki ślinotok. Czy one są takie kwaśne, że po prostu aż wykręcają? Mieliśmy również na przykład owady jadalne z papryczką Karoliną Reaper i to wyglądało co najmniej dziwnie. A tego nie trzeba było sprowadzać z Azji. No i na przykład są między innymi fasolki. To były kiedyś wszystkie fasolki wszystkich smaków Bertiego Bolta znane z Harry’ego Pottera. Teraz na przykład jest taki spinner z Challenge em, gdzie możesz trafić dobrą fasolkę albo złą. Dobra fasolka to jest na przykład o smaku pianki albo truskawki, ale zła fasolka, która jest tego samego koloru, może być na przykład o smaku wymiocin albo o smaku ślimaka. Więc to jest dosyć fajne, szczególnie na jakieś tam posiedzenie z rodziną. No, zdarzają się takie produkty. I prawdę mówiąc one. No one są fajne.

Dowcipy o teściowej mi się przypomniały, jak powiedziałeś o tym posiedzeniu z rodziną.

No tak, ale na szczęście można to zrobić nieintencjonalnie. Zależy oczywiście, kto kręci.

Ale dobra, czyli słyszę tak spore wsłuchanie się w potrzeby społeczności w ogóle. Macie społeczność? Tak. W momencie, kiedy powiedziałeś, że czasami macie jakieś podpowiedzi od waszych klientów, to ja tam widzę społeczność.

Tak, zdecydowanie. Cały sklep właśnie taki. W taki sposób sobie to wyobrażaliśmy, bo jak zakładaliśmy sklep i zakładaliśmy nasze social media, no to nie do końca chcieliśmy kręcić content czy wrzucać jakieś reklamy typu kupuj teraz tylko to najlepsze 10% zniżki przez następne 10 minut. Chcieliśmy właśnie budować taką fajną społeczność osób, które tak jak my są po prostu, mówiąc kolokwialnie, zajarany tymi produktami z zagranicy, Tak. Czyli widząc coś na przykład serialu nie wiem, oglądasz Friendsów i widzisz tam, nie wiem, Fruit Loops czy jakiś inny serial amerykański. Czy są jakieś produkty z Azji, które przebijają się do popkultury, jakiś k-pop czy coś w tym stylu? Więc no, budowaliśmy te zasięgi organicznie na TikToku. To jest najlepszy przykład. Jesteśmy z tego bardzo dumni. Mamy ponad pół miliona obserwujących, a nie wydaliśmy tam nawet złotówki. Więc uważam to za bardzo duży sukces. Dosłownie tydzień temu chyba przebiliśmy 500 tysięcy na TikToku. Na YouTubie również zbudowaliśmy społeczność prawie 250 tysięcy subskrybentów na Instagramie, na którym de facto zaczęliśmy najwcześniej, to jest już prawie 200 000. Więc tak duża społeczność pozwala nam nie tylko dobrze dobierać produkty do tego, co właśnie nasi klienci chcą, ale też i bawić się tym, bo widzimy, że nam sprawia poniekąd frajdę wymyślanie tych filmików czy właśnie challenge, czy zmiana tego contentu. I ci ludzie ewidentnie z nami się tym po prostu fascynują. Więc to jest akurat super.

Taka mała korekta. Na YouTubie przebiliście ćwierć miliona, macie 260 tysięcy. W tej chwili się wyświetla. Gratulacje!

To super

To jest świetny wynik. Naprawdę. Chciałem zapytać, czy, bo faktycznie wasz asortyment i to w jaki sposób widzicie tą potrzebę i tą niszę, którą wypełniacie. To jest jakby samograj i gotowy pomysł na media społecznościowe. Pytanie Czy mieliście tego świadomość, kiedy zaczynaliście?

Zdecydowanie nie. Zdecydowanie nie. Na początku to tak naprawdę chcieliśmy po prostu przybliżyć jakieś takie zagraniczne smaki, czy właśnie produkty niespotykane w Polsce., no po prostu Polakom. Tak, bo dokładnie. Pomysł wpadł nam około 2019 roku. My wtedy mieliśmy zabookowaną wycieczkę do Wietnamu. Lecieliśmy przez Chiny i w 2020, w momencie, kiedy pojawiła się pandemia tak, No to ciężko było zacząć, ale po prostu mieliśmy taki plan, że no, chcemy przybliżyć te smaki, chcemy pokazać coś, czego jeszcze nie było. Jak idzie się do supermarketu, no to mamy te smaki dosyć ograniczone, a nawet znane marki mają fajne smaki za granicą, które po prostu nas na nasz rynek. Nawet nie mówię polski, tylko na cały europejski po prostu nie są produkowane. Więc jak polecieliśmy w ogóle do Azji i zobaczyliśmy tam Lays i pringles o smaku kraba czy o smaku wodorostów, no to było takie okej, to nawet tam musimy to spróbować. I prawda jest taka, że po tej podróży, jak założyliśmy już sklep, tam pojawiliśmy się z jakimiś pierwszymi produktami na Allegro, potem otworzyliśmy sklep stacjonarny, no to gdzie byśmy nie polecieli, czy to były Włochy, czy czy to w Londynie, czy gdziekolwiek indziej, no to przynajmniej pół dnia braliśmy sobie za cel odwiedzenie jakiegoś supermarketu czy czegokolwiek innego, żeby po prostu nauczyć się tej kultury, tak jakby zobaczyć, jakie są fajne produkty gdzieś indziej, tak jakby no to jest mega fajne.Od tego się tak naprawdę zaczęło.

Tak, bo takie antropologiczne podejście przekąski są częścią wolnego czasu, a wolny czas jest częścią kultury. Można powiedzieć nie.

No dokładnie tak i każda kultura ma coś zupełnie innego do zaoferowania. Jak ktoś mówi Ameryka, to przelewają się takie wodospady tego masła orzechowego. Tam się po prostu nic innego nie. Jak myśli się o Włochach, to są to jakieś takie bułeczki maślane albo croissanty typu kinder. One w Polsce czasami się pojawiają, natomiast nie są w takiej stałej ofercie. Tak, wiem, z Japonii to wszystko jest takie jest troszeczkę mniejsze niż zwyczajowe, ale jest bardzo urocze. Ma bardzo kolorowe opakowanie i jest na przykład do zrobienia samemu. Tak więc tutaj tak jakby mnogość tych smaków jest do wyboru i każdy kraj ma co innego do zaoferowania.

Kacper, zadam Ci bardzo intymne pytanie czy Ty jesteś zakochany we własnym asortymencie. Bo jak Cię obserwuję, jak o tym mówisz, to masz taki naturalny uśmiech na twarzy. Tak, tak w ogóle radosny.

No zdecydowanie tak. I prawdę mówiąc ktoś nas kiedyś zapytał, czy my spróbowaliśmy wszystko to, co mamy w sklepie. I powiem szczerze, że na samym początku, jak tych produktów było kilka, to na 100%. Potem, jak już pojawiło się kilkadziesiąt, no to powoli brakowało mi czasu, żeby te produkty wszystkie testować. Teraz jak jest kilkaset, no to nie zawsze się uda wszystkiego spróbować. Natomiast no jest tak trochę. Tutaj akurat muszę się przyznać, że jak widzę coś fajnego, co sam bym spróbował, to pomimo tego, że ktoś tego nie poleca, to ja czasem myślę sobie a może coś tam byśmy wzięli tak na spróbowanie zobaczyli. No bo też nie mamy zawsze możliwości zobaczenia tego asortymentu na żywo. tak w pierwszej chwili, więc no tak, czasami jak mi się jakiś produkt po prostu podoba, to jesteśmy ciekawi jak on smakuje.

A czy jest tak, że jeżeli znajomi przychodzą do Was na posiadówkę, to nie wiem. Dzielą się na tych, którzy są podekscytowani i na tych, którzy są lekko przestraszeni tym, co dostaną na stole? Eksperymentujcie również ze znajomymi.

Wiesz co, to jest zdecydowanie tak, że raczej już są przyzwyczajeni, że mogą, że raczej tych takich zwykłych przekąsek już nie będzie. Na przykład moja chrześnica, jak tylko są święta, czy jak tylko jest jakaś tam mini imprezka urodzinowa, no to na pewno liczy i wie, że coś ciekawego się pojawi. Czy to jakiś box, czy to jakieś takie produkty dla dzieciaków, które można na luzie przetestować to na pewno będą.

A propos boxów, bo już wspomniałeś wcześniej o zestawach i jakby Wiesz, sprzedaż pakietowa jest w ogóle tematem samym w sobie, w różnych branżach. Jak na to wpadliście i jak Wam się to sprawdza?

Wiesz co, no na samym początku chcieliśmy stworzyć zestaw, gdzie będzie tak jakby cały przekrój tych kategorii. I na początku to było prostsze, ponieważ nie mieliśmy tylu produktów. Czyli mogliśmy wybrać z każdej kategorii po jednym produkcie i nawet wysłać to w zwykłym pudełku. Natomiast jak zaczęliśmy się tak jakby rozrastać asortyment, no to te boxy musieliśmy coraz częściej zacząć wymieniać, bo na przykład jak ktoś zamówił na początku lipca, no to w połowie potencjalnie chciałby spróbować czegoś nowego. Więc obecnie te zestawy musimy dosyć często wymieniać. I wprowadziliśmy kilkanaście dodatkowych, łącznie z takim ozdobnym pudełkiem, które sami zaprojektowaliśmy. I proponujemy również tańsze zestawy, tak żeby no powiedzmy było to coś do spróbowania fajnego, ale dla kogoś, kto nie chce wydawać 100 czy 200 zł na przekąski, ale również mamy takie duże boxy czy duże zestawy, czy można zamówić trzy różne, tak żeby po prostu cała rodzina sobie przetestowała? Także pod choinką. Mam nadzieję, że dużo osób widziało te boxy.

Także jak sobie myślę o tym tak biznesowo, to z perspektywy nawet klienta główną obiekcją jaką bym miał przed zamówieniem nie wiem. Jeżeli zamawiamy z internetu, płacimy za dostawę i chcemy kupić troszkę więcej, nie jedną paczkę. A jak kupię troszkę więcej czegoś, co jest egzotyczne i czego jeszcze nie jadłem, to martwię się troszkę, że być może będzie mi nie smakowało i kiedy zamawiam zestaw to de facto minimalizuje to ryzyko, że jest jakiś fun, jest jakaś niespodzianka i jest duża szansa, że coś mnie zaskoczy, coś będzie meh, Ale coś na przykład będzie wow.

No tak, w sensie to nawet nie jest jakieś takie duże ryzyko, bo właśnie to jest, no to jest w tym najfajniejsze i może trochę ryzykowne. Natomiast najfajniejsze jest w tym to, że dostajesz mystery boxa, nie wiesz, co tam będzie i my staramy się te produkty dobierać, żeby one były popularne, ale żeby były dosyć nieoczywiste. I to, czego akurat staramy się unikać w niektórych zestawach, no to żeby to nie były jednak na przykład ekstremalnie ostre przekąski, no bo nie każdy po pierwsze lubi bardzo ostre rzeczy, a po drugie mamy świadomość tego, że dzisiaj, dzisiaj naszym klientem są nie tylko osoby młode albo nawet nie tylko osoby starsze, ale też osoby troszkę młodsze. Więc wyobrażam sobie, że ktoś, kto na przykład ma, kupuje zestaw dla dziecka. No może nie chciał, żeby tam był najostrzejszy chips na świecie, albo żeby tam było coś, po czym ma się lekki odruch wymiotny. Także te zestawy akurat staramy się różnicować właśnie pod takim kątem asortymentowym, ale no są tam dosyć nieoczywiste rzeczy, tak jakby dwa, trzy klasyczki są, ale staramy się dobierać coś, czego właśnie w takich popularnych sklepach po prostu nie ma.

A czy jest w Waszym asortymencie obecnie taki zestaw ściśle challenge’owy? Taki, który jest hardkorowo ekstremalny tylko dla koneserów i zamawia się go właściwie na na imprezę ze znajomymi po to, żeby była beka?

Tak, zdecydowanie mamy takie zestawy właśnie to są zestawy albo super kwaśne, albo super ostre. My włączamy je od czasu do czasu właśnie tak. Sezonowo w sensie nie na przykład na Boże Narodzenie, tylko tylko po prostu jakoś tam tygodniami. Mamy takie plany, żeby po prostu wprowadzić coś takiego ekstremalnego, żeby ludzie, mówiąc krótko, się troszeczkę rozerwali. Natomiast tak, mamy zestawy bardzo kwaśne, mamy zestawy bardzo ostre, mamy zestawy ostrych przekąsek, mieliśmy zestawy też różnych napojów, bo zdarzają się grupy i to akurat czasami mnie zaskoczyło, które na przykład chciałyby spróbować różne smaki fanty albo różne smaki napojów z galaretką, albo różne smaki bubble tea. Więc no oprócz zestawów takich prezentowych, gdzie są słodycze z całego świata Azji, box z Ameryki, gdzie są ostre, kwaśne, no to staramy się dawać taki największy przekrój, żeby stworzyć coś takiego fajnego dla klienta.

Bo mamy też świadomość, że jak się wchodzi na stronę i tych produktów jest bardzo, bardzo dużo, no to no dobra, a może to, a może to. I potem patrzysz na koszyk, tam wychodzi 1000 zł i tak naprawdę ma się ochotę zrezygnować z całego zamówienia, bo wie się, że jak tego się nie zamówi to się może żałować. A tak to takie zestawy co jakiś czas są naprawdę fajne.

Co byś mi polecił? Albo co byś polecił komuś, kto nie ma doświadczenia jeszcze w takiej eksploracji smakowej? A takie dwie, trzy rzeczy, które naprawdę warto spróbować, bo są nieobecne na polskim rynku, a prawdopodobnie zaskoczą pozytywnie.

Co by mnie zaskoczyło pozytywnie, gdybym spróbował. Na pewno mamy fajne przekąski o nietypowych smakach. To są chipsy  z Litwy, których jesteśmy takim oficjalnym dystrybutorem dla e-commerce’ów w Polsce, bo tam są na przykład smaki grzybowe. Tam są na przykład chipsy o smaku chłodnika, tam są na przykład, też takie typowe smaki jak pizza albo tam cebulka i śmietana. Ale są też na przykład smaki inspirowane drinkami.Są to oczywiście chipsy bezalkoholowe, ale znajdą się na przykład chipsy inspirowane drinkiem Bloody Mary albo Italian Spritz.

Rozumiem, chipsy chrzanowe jadłem kiedyś i były bardzo smaczne. Nadawały się.

Tutaj ten przekrój smaków jest dosyć fajny. Z pozostałych rzeczy myślę, że z takich przekąsek. Co prawda jest już po trendzie, ale fajnie było spróbować czekoladę dubajską, A nawet jeżeli nie spróbować, to my mieliśmy w swojej ofercie półprodukty, z których można było zrobić własną czekoladę dubajską. Czyli braliśmy sobie to takie sypkie ciastko, które jest wnętrzem. Braliśmy krem pistacjowy z Włoch i na przykład jakąś dobrej jakości czekolady. Tak więc to na pewno nawet potencjalnie dla kubków smakowych, ale też i dla stworzenia tego samemu. Myślę też, że fajnymi rzeczami są żelki z Japonii, bo one są troszeczkę inne niż Haribo i to, co jest dostępne na polskim rynku. Zazwyczaj są to na przykład albo żelki z nadzieniem. Te żelki są bardzo aromatyczne, nie są wbrew pozorom przepełnione chemią i są po prostu moim zdaniem dużo smaczniejsze w smaku. Jeżeli winogronowe żelki japońskie to jest moim zdaniem sztosik akurat.

Dobra, zapisuję w takim razie. Kacper. Powiedziałeś troszeczkę o genezie tego, skąd się wziął pomysł na taką, a nie inną działalność, czyli podróże, odkrywanie nowych smaków. Zaczęliście w okresie, który był dosyć szczególnym okresem, ponieważ jeżeli dobrze kojarzę daty, to tuż równolegle z wybuchem pandemii i zmianami, które nastąpiły.

Dokładnie tak. My dosłownie zaczynaliśmy w momencie, w którym zaczynały się pierwsze obostrzenia. Czy zaczynała się tak jakby ta informacja, że no po prostu coś jest nie tak i. No i co mieliśmy zrobić? Tak naprawdę powiedzieliśmy, że po prostu. W sensie nie ma dobrego momentu na rozpoczęcie biznesu, zawsze może się coś nie wiem, przedłużyć, omsknąć czy coś innego. Więc stwierdziliśmy, że nawet jeżeli coś będzie nie tak, no to tak jakby będzie po prostu ten sklep sobie istniał, nawet jeżeli nie będzie tej sprzedaży, nawet jeżeli coś będzie nie tak, ale przynajmniej zaczniemy właśnie budować tą społeczność, zaczniemy robić kontent. Zaznajomimy się też ze wszystkimi tymi technikami w e-commerce. Czy to z pozycjonowaniem, czy coś, bo wbrew pozorom to jest bardzo dużo nauki. My puściliśmy po prostu ten sklep, mówiąc kolokwialnie, ale cały czas go dopracowujemy, bo cały czas a to są nowe zmiany, a to trendy, a to jakieś zmiany w prawie, a to jakieś zmiany w wyświetlaniu różnych komunikatów. Więc no moment był dosyć specyficzny. Natomiast z drugiej strony można było na to spojrzeć też inaczej, bo wiadomo było, że wtedy, w pandemii sklepy stacjonarne nie będą jakoś super oblegane. Jeżeli albo będą pozamykane, albo będą jakieś na przykład limity osób. Więc no, jest szansa, że ludzie przerzucą się do sklepów internetowych i może gdzieś tam na nas trafią. Więc to, co jest potencjalnie największym ryzykiem, zawsze można w jakiś sposób mitygować albo po prostu przekuwać na plus.

Tak bym strzelał. Wiesz, że chyba koniec końców jesteście beneficjentami raczej tych zmian, które wtedy nastąpiły. Bo jakbym miał sobie pomyśleć o tym, czy zamknięcie nas w domach i przeniesienie dużej sfery życia, dużej części życia do Internetu też pewne ograniczenie aktywności dostępnych, które mogą skutkować chęcią próbowania nowych rzeczy, to raczej brzmi jak okoliczności sprzyjające. Chociaż oczywiście w tamtym momencie ta niepewność tego, w którym kierunku, co jak pójdzie, mogła być też przytłaczająca.

Tak, dokładnie. Podejrzewam, że gdybyśmy zaczęli nawet jeszcze wcześniej, to mogłoby być jeszcze lepiej. Ale to, co jest warte, żeby wspomnieć, to to, że my w tym samym czasie też pracowaliśmy na etatach, więc ta niepewność, no była tak troszeczkę bilansowa na tym, że w razie czego, no, mamy jednak to źródło dochodu i to na początku traktowaliśmy, że chcemy założyć biznes. Odniesiemy w nim sukces, ale jeżeli tak naprawdę coś by nie wyszło, no to potencjalnie mamy, mamy dodatkowy zarobek, a nie musimy z czegoś zrezygnować. Tak więc no tutaj to mówię dużo ludzi jest tak jakby przerażonych na samym początku i i tworząc nawet coś nowego, czy mając pomysł, od razu myślą muszę rzucić wszystko, nic już tak jakby mnie nie interesuje, bo biznes czy coś nie tak. Jakby ten biznes można zacząć tworzyć po godzinach, weekendami i patrzeć po prostu jak to się rozwija. I my tak na początku zrobiliśmy, więc no tutaj akurat to wyszło super, a też prawdę mówiąc i to też w sumie jedną rzecz chciałem jeszcze wspomnieć, bo to jest też totalnie trochę naprzeciwko temu, co mówię, no bo mówimy z jednej strony, że wszyscy przerzucą się do sklepu internetowego, ale z drugiej strony my w czerwcu zdecydowaliśmy, że otworzymy sklep stacjonarny, pomimo tego, że były cały czas limity i tam trzeba było pilnować, żeby ktoś chodził w maseczce i tak dalej. Trzeba było mieć te spryskiwacze do rąk i tak dalej. No i dużo ludzi się dziwiło moich znajomych, moich rodziców, Paulina tak samo, że no dobra, ale jak to ma wyglądać? My po prostu znaleźliśmy jakieś tam pomieszczenie 30-35 metrów kwadratowych z jakimś tam zapleczem i jednego dnia pracowałem w korporacji, a drugiego dnia rozkładałem towar i siadałem za kasą. I ktoś by mógł powiedzieć, że to też było ultra super ryzyko i tak dalej, ale po jakimś czasie wyszło to całkiem nieźle.

Więc jeszcze nadmienię, że z tego co mi mówiłeś wcześniej, to był sklep nie byle jakiej lokalizacji, bo przy ulicy Chmielnej w Warszawie.

Tak, dokładnie. To był Sklep pomiędzy Aioli a Bubble Tea na ulicy Chmielnej. My byliśmy tak jakby we wnęce. No i to było dosyć szalone, bo wydawało nam się, że tutaj mamy tam kilkadziesiąt produktów, po kilka sztuk każdego. Ale zaczęliśmy te wszystkie produkty na półki i się okazało, że my nawet połowy sklepu nie jesteśmy w stanie zapełnić, więc no to też było takie motywujące. Pamiętam, że chodziłem właśnie z ulotkami po Starówce i po całym Nowym Świecie i zrobiliśmy takie niewielkie otwarcie. I nawet były takie dwie osoby, które podeszły i tak o, myślałem, że będzie trochę więcej, ale i tak jest super, bo tego na przykład wcześniej nie widziałem. Także no kupię coś, będę wpadać, a wy się rozwijajcie. To akurat było takie całkiem budujące i motywujące.

Ja dobrze słyszę, że miałeś korporacyjną pracę w Warszawie firmy konsultingowej? Tak, prawdopodobnie domyślam się, że mocno prestiżową. A po godzinach, czy tam w tym wypadku wziąłeś ulotki i poszedłeś je rozdawać?

Tak, dokładnie.

Powiedz mi, czy był jakiś taki moment? Bo na razie mamy taką narrację, bardzo fajną i bardzo pozytywną, że w zasadzie wszystko wychodzi, udaje się. Jeżeli są jakieś przeciwności, to z uśmiechem je pokonujemy. Czy był jakiś moment kryzysu, czy jakiś moment taki, kiedy naprawdę było wąskie gardło i myśleliście, że ojej, ciężko, nie wiadomo, czy ten zakręt przejedziemy bezpiecznie?

Wiesz co? Prawdę mówiąc nie. I może to trochę głupio zabrzmi i ktoś powie O, bezczelny czy zarozumiały, bo z perspektywy czasu łatwo mówić. Natomiast powiem jedną rzecz. Ja z Pauliną w swojej pracy po części zajmowaliśmy się rozwiązywaniem problemów, więc jeżeli codziennie miałem jakieś problemy i musiałem je rozwiązać, bo nie wiem, bo raportowanie jakiejś tam spółki, bo trzeba było przynieść jakieś oszczędności do firmy czy cokolwiek innego, to trzeba było po prostu rozwiązać ten problem. Więc powiem szczerze, że nawet jeżeli w twojej firmie czy w e-commerce zdarzają się jakieś problemy, no to trzeba się po prostu zastanowić, jakie przejść. No bo na przykład czy problemem było, nie wiem, wprowadzenie jakoś niedawno opłaty cukrowej. No, na pewno było. Dlaczego? Bo okazało się, że na polskim rynku chyba tylko dwie firmy w tym samym czasie obsługują w ogóle podatek cukrowy, który musi być odprowadzany. Tak. Więc sprzedając jakieś napoje, trzeba było to po prostu przestawić cały system. Czy jak zatrudnialiśmy pierwszych pracowników, Wiedzieliśmy, jak ustawić proces magazynowy. Tak, bo ustawiałem ten proces z 10 albo 15 razy na rok. Ale wdrożyć to we własnej firmie, na własnym systemie, który nie kosztuje pół miliona złotych jak SAP czy coś w tym stylu, no to też jest wyzwanie, ale trzeba sobie to po prostu jakoś tam poukładać. I uważam, że nie ma takich problemów, których no nie da się po prostu przejść, tylko trzeba sobie jakoś tak jakby stanąć przed tym problemem i po prostu go jakoś sobie ułożyć. A problemy zdarzają się praktycznie codziennie, więc przy prowadzeniu firmy trzeba się na to po prostu nastawić.

Rozumiem. Wydaje mi się, że raz, że miałeś pewne kompetencje związane z tym, co wykonywałeś w innej skali, ale jednak to korespondowało. Ale ja bym również bardzo podkreślił to, że to nie jest oczywiste, że właściciele sklepów internetowych założonych samodzielnie mają ten mindset, żeby lokalizować, namierzać i rozwiązywać problemy, żeby ich nie zamiatać pod dywan, nie udawać, że ich nie ma. Nie myśleć, że one same znikną. A wydaje mi się, że u Was było oczywiste, że aha, jest problem. No to spokojnie, zabieramy się za niego i lecimy dalej. I wiemy, że będą następne i nas to nie paraliżuje.

Nie no tak dokładnie nawet nie wiem. Ostatnio pojawiły się jakieś tam problemy, bo musieliśmy coś przetransportować, bo trzeba było już coś odebrać, a okazało się, że kierowca na przykład nie przyjeżdża. Ktoś może powiedzieć no dobra, kierowca tam nie przyjeżdża, ale no to co? No to między innymi są jakieś tam kary za dodatkowe magazynowanie. To są kary za nie dostarczenie towaru. To jest całkowicie rozwalone. Jakiś tam kalendarz przyjmowania dostaw u nas na magazynie to jest stracony czas pracowników, bo w tym czasie może mogliby po prostu robić coś innego. Także nawet takie małe problemy, ale jak się pomyśli o nich w szerszej perspektywie. No to trzeba rozwiązać kilka, kilkadziesiąt rzeczy. Natomiast to, co powiedziałeś, uważam, że jest takie dosyć fajne. Wiadomo, że z takiej perspektywy jak ktoś nas będzie słuchał, to pomyśli, że no tak, on wszystko wiedział na początku i tak dalej. Ja nie wiedziałem, jak założyć firmę, ja też nie wiedziałem na początku jak wysyłać jakieś tam deklaracje czy coś w tym stylu. No akurat trafiło mi się tak, że wspólniczka wiedziała jak to zrobić. No ale myślę sobie, że jeżeli już założyłbym tą firmę i nawet bym nie wiedział, no to spróbowałbym się jakoś dowiedzieć. A czasami jest tak, że mam wrażenie, że te osoby paraliżuje jakiś ten strach, bo nie wiedzą jak to zrobić, a źródeł informacji jest mnóstwo i nawet osoby, które ja czasami chętnie obserwuję też wrzucają jakieś tam screeny czy zdjęcia. O 10 lat temu zakładałem firmę, nie wiedziałem nawet gdzie wysłać dokumenty, Tak, a uważam, że to zakładanie dzisiaj firmy i potencjalne jakieś tam korzyści dotacje, mały ZUS czy coś innego no są dużo większe niż nawet jeszcze kilka lat temu. Więc to tak uważam, że naprawdę jest czasami z czego korzystać. Jeżeli ktoś by nawet chciał po prostu sobie spróbować.

Tak, myślę, że to jest dość uproszczone. W tej chwili faktycznie nie jest to jakaś fizyka kwantowa. Rozumiem, że w tej chwili czy od dłuższego czasu już nie pracujecie na etatach. Powiedz mi, jak to się wydarzyło i na ile to był skok na główkę, kiedy podjęta została decyzja, żeby zostawić za sobą wygodną, czy tam dobrze płatną pracę na etacie i pójść wyłącznie na swoje?

No właśnie, to też jest taki punkt, powiedzmy, wrzenia.No bo ja sobie wyobrażam to w taki sposób i dokładnie tak zrobiliśmy, że mamy jakąś tam stabilną pracę na etacie, ale chcemy zrobić coś nowego, czy to będzie duże, czy nie. Chcemy tak czy inaczej to zrobić. Więc na samym początku, nie wiem, 8 godzin mi zajmuje praca na etacie, tak? Załóżmy, że godzina jest dojazdu czy tam coś, więc wracam o tej 17- 18 i poświęcam sobie czas na firmę. Potem w weekendy tak. I w pewnym momencie, jeżeli to się zaczyna rozrastać, no to to mi zaczyna zajmować coraz więcej czasu I w pewnym momencie dochodzi się po prostu do takiego punktu, gdzie trzeba po prostu się zdecydować, czy chcemy zrobić krok w przód i to rozwijać dalej. Zrezygnować z tej pracy na etacie. Czy jednak mamy obawy, że to może nie wyjść? Czy jednak wolimy zostać tu, gdzie jesteśmy i na przykład tego nie rozwijać? Bo to też nie jest decyzja, czy ja muszę iść tu, czy tu. Natomiast u nas doszło do takiego momentu. To było tak, że to było dokładnie tak, że w listopadzie 2020 roku został wprowadzony taki już mocny lockdown, że tam dwa czy trzy tygodnie nic dosłownie nie działało. Ja już wtedy nie pracowałem na etacie, tylko byłem właśnie w tym sklepie. Paulina mi pomagała, ona z kolei była. Natomiast stwierdziliśmy, że po prostu musimy to wszystko przerzucić do sklepu online, no bo nie było innej możliwości, tak? No jak mamy inaczej generować sprzedaż? Jak teraz trzy tygodnie nie będziemy wysyłać paczek nawet z tego sklepu. Tak więc przenieśliśmy wszystko online I wybraliśmy po prostu, żeby ktoś to robił za nas. Czyli ogarnęliśmy sobie fulfillment board, wyoutsourceowaliśmy krótko mówiąc usługę pakowania i wysyłania zamówień. Ja wróciłem znowu do tej pracy na etacie, natomiast to się nadal tak jakby rozwijało, bo wysyłkę mieliśmy ogarniętą, ale nadal pracowaliśmy nad stroną, nad społecznością, nad contentem, więc to nadal sobie powoli szło do góry. I potem po kilku miesiącach to był bodajże lipiec czy sierpień, zaczęliśmy, wprost mówiąc liczyć przepraszam, zaczęliśmy po prostu liczyć, czy ten fulfillment nam się tak naprawdę opłaca, czy nie możemy rosnąć szybciej. Co by się stało, gdybyśmy mieli własny magazyn i własnych pracowników? I zrobiliśmy po prostu taką przykładową kalkulację i oceniliśmy, że lepiej byłoby, gdybyśmy mieli własny magazyn z naszymi pracownikami. Więc tak, zrobiliśmy. Natomiast też musieliśmy brać pod uwagę, że będziemy musieli trochę na samym początku tym magazynem zarządzać. Sami więc podjęliśmy decyzję, że chcemy jednak pójść w stronę biznesu. I ja pamiętam, że też miałem taką dosyć specyficzną sytuację osobistą, no ale zdecydowałem się, że nie zostanę menedżerem w audycie, tylko muszę po prostu poświęcić czas na coś innego i chcę rozwijać biznes.

Więc miałeś taki rozdroże. Rozumiem, że czeka na ciebie awans albo własna działalność i rozwój.

W tamtym okresie dokładnie tak.

Ta własna działalność. Powiedz mi, czy dobrze myślę, jeżeli mówimy o własnym magazynie, wyjściu z modelu biznesowego i zatrudnieniu pracowników, no to też ryzyko w postaci zainwestowania środków, Jakieś oszczędności trzeba było w to wrzucić?

Dokładnie tak było. Stałem na takim rozdrożu i powiem szczerze, że nawet na samym początku składałem się jednak ku temu menadżerowi i ewentualnie, żeby ktoś zarządzał tym magazynem, ktoś przez nas wynajęty. Natomiast ten 1% po prostu to, że ja gdzieś miałem z tyłu głowy tak jakby tą sytuację rodzinną spowodowało, że stwierdziłem, że może jednak biznes będzie lepszy. Nie potrafię powiedzieć czemu, ale takie miałem wrażenie. Może to był trochę bardziej elastyczny czas pracy. Może to było tak, że po prostu chciałem też zaryzykować i tak po prostu wyszło. I z Pauliną zrezygnowaliśmy z tego etatu i de facto w październiku.

Kacper Już słyszę te oklaski rodziny i znajomych.

Tak przenieśliśmy się do magazynu w Warszawie. Złożyliśmy te, złożyliśmy, jak to się nazywa regały magazynowe. Musiałem do taty po narzędzia jeździć. No i ten towar zaczął spływać i zaczęliśmy pakować. Prawda jest taka, że na początku sami pakowaliśmy, bo to jest oczywiste. Natomiast w miarę rozwoju cały czas robiliśmy praktycznie to samo. Cały czas rozwijaliśmy, cały czas byliśmy nastawieni na to, że ta systematyczność, ta dyscyplina i też tak jakby no to nastawienie to się tak mówi, że ja teraz powiem mindset, tak, ale to nastawienie, że że chcemy w to inwestować, no to nie ukrywam, przeskok finansowy też był dosyć spory w dół, no bo jednak na etacie. Zrobiliśmy przeskok w dół, śmiejąc się. Natomiast no tak, na samym początku firmę trzeba się liczyć z tym, że miałem dobrze. Mieliśmy dobrą, dobrze płatną pracę w korporacji, a potem firmę, to wypłacaliśmy sobie tylko po to, żeby mieć na czynsz i po prostu na jedzenie. Tak więc, ale w miarę tych inwestycji to się zaczęło po prostu zwracać. To zaczęło w pewnym momencie przynosić dobry efekt i stwierdziliśmy, że przyda nam się pomoc Po pierwsze magazynowa, po drugie między innymi marketingowa, że przyda nam się pomoc jakaś tam logistyczna, żeby też mieć powoli już jakieś tam zamówienia baletowe czy coś w tym stylu. Takie takie małe nawet. No i tak to zaczęliśmy po prostu układać procesami. Dosłownie. Proces po procesie. Proces sprzedaży. Oddzieliliśmy sobie też jakieś tam swoje kompetencje. No bo Paulina wie, w czym ja jestem dobry i ja wiem, w czym Paulina jest dobra. Więc de facto zaczęliśmy się dzielić jak tacy dyrektorzy, którzy mają po prostu swoje departamenty. Identycznie, tak jak spotykaliśmy to w konsultingu, czyli jest jakiś tam dział zakupów, wiemy, jak mamy sobie ułożyć proces sprzedaży, wiemy, jak mamy sobie ułożyć logistykę, prace magazynowe, wiemy, jak mamy sobie ułożyć jakieś tam sprawy finansowe, żeby to trzymać i kontrolować. Więc. No i w sumie po półtora roku, wydaje mi się, przenieśliśmy się po prostu do większego magazynu i w którym jesteśmy dzisiaj także i korzystamy jeszcze czasami z takich dodatkowych usług na zewnątrz, jeżeli mamy jakieś tam większe zamówienia do przeprocesowania albo albo transportu. Także no, no, cieszę się po prostu tak jak o tym mówię, to jak nawet sobie pomyślę, jakie były czasami te czasy, jak w zimę z Pauliną po prostu ja nie wiem, podskórnie może już mieliśmy dość czasami tego pakowania. Mieliśmy czasami dość tego zimna, bo czasami w magazynie nie było najcieplej. Jak się szło tam o trzeciej czy czwartej nad ranem i było minus 15, to po prostu nawet te 15 minut przejścia do tego magazynu to to było ciężkie. No ale, ale cieszę się, no bo to pokazuje właśnie taką fajną drogę.

I właśnie chciałem Cię o to zapytać, wiesz? Bo oczywiście wyniki i materialne aspekty są bardzo ważne. Natomiast jest coś takiego jak romantyzm prowadzenia własnej działalności gospodarczej, a przede wszystkim e-commerce może być przygodą zdecydowanie. I chciałem Cię zapytać, jak się czułeś te pierwsze dni, kiedy podjęta została decyzja i zamiast wchodzić do biurowca i jechać windą gdzieś tam na wysokie piętro z panoramą na Warszawę i robić jakieś calle z high value customer’ami klientami z zagranicy wchodziłeś do magazynu, żeby pakować paczki?

Pierwsze kilka dni to było takie no kurde, to nieźle, ale przynajmniej nie musiałem się ubierać w koszulę i garnitur, tylko mogłem sobie iść na luzie w dresie. Ale było coś takiego, że czasami już po prostu ręce odpadają. Tak, Ja pamiętam, że na samym początku działalności pisałem odręcznie takie listy do klientów. Boże! Tak z perspektywy czasu nie wiem po co ja już tyle pisałem, bo dzisiaj czasami wystarczą podziękowania, jeden, dwa słowa. A ja tam pisałem taką litanię, że no tutaj to jesteśmy my, że sprowadzamy te produkty. Czasami zastanawiałem się, czy ktokolwiek to czyta, ale bardzo dużo osób wracało do nas tym, że no super się to czytało i że nawet taka krótko przedstawiona historia naszego sklepu, który de facto miał tam kilka czy kilkadziesiąt zamówień dziennie wtedy, no to, no jest coś takiego może romantycznego, może po prostu ludzie tak jakby nas polubili. No właśnie, lojalizację, ale nie za pomocą jakichś tam kodów rabatowych czy coś, tylko no taką serdecznością. Pamiętam też, że w ogóle była taka sytuacja, że znaczy w sumie to nie raz, ale pamiętam, że wtedy była akurat taka sytuacja, że ja mieszkałem w centrum Warszawy i ktoś zamówił paczkę do paczkomatu, który był tam 20 minut drogi ode mnie i bardzo chciał, żeby ta paczka trafiła dzisiaj, bo to był jakiś prezent dla córki i ja dawałem tą paczkę kurierowi InPost i pytam się czy ona dzisiaj zostanie dostarczona. Wtedy jeszcze nie miałem pojęcia, że to tak jak on przywozi, jedzie sobie do oddziału czy coś. Mówi, że nie ma opcji. I ja mówię dobra, to ja zabieram tą paczkę. Wygenerowałem specjalną etykietę, żeby można było nadać i jak wróciłem do domu, to po prostu poszedłem do tego paczkomatu i zacząłem sam wrzucać te paczki na w jakimś tam naokoło naszego miejsca zamieszkania. Jeżeli. Bo czasami się tak zdarza, że no nie wiem, pół godziny drogi, a te trzy, cztery, pięć paczek, Więc ja nawet specjalnie szedłem po prostu tą paczkę, żeby ona była tego samego dnia i dostałem co najmniej 5 wiadomości od rodzica i tak jakby od tej osoby, że nawet się nie spodziewały, bo one miały świadomość tego, że ta paczka może nie dojść. No ale, ale to jest fajnie jak ktoś się po prostu stara, tak?

Okej, czyli widzę zaangażowanie i pracę na relacji.

Dokładnie tak. No mówię, to może zabrzmieć dziwnie, ale mi po prostu nawet zależało na tym, żeby to dziecko dostało po prostu tą paczkę i ten prezent. A gdzieś z tyłu głowy też na pewno miałem, że kurde no jak jednemu klientowi sprawimy przyjemność niespodziankę, a nuż zostawi opinię, a nuż powie znajomemu, że jest super. A tak w ogóle, kiedy to nawet w poprzednim roku była taka sytuacja, że dziewczyny dzwoniły. Mamy takie dosyć specyficzne chipsy o smaku narządów intymnych, o smaku narządów męskich i żeńskich i te męskie były na wieczór panieński. No i była identyczna sytuacja, jakby telefon tam o 13,14, gdzie kurier może być dosłownie w przeciągu 5 minut. Słuchajcie, potrzebujemy tak jakby kilka paczek na wieczór panieński Czy dałoby radę? Ja mówię, że kurier to wam tego nie doniesie, ale jeżeli jesteście w Warszawie, to możemy się umówić na mieście, to przekaże wam wielkie pudełko tych chipsów o smaku. Tak. Także. No i też w ogóle.

Musiałem się wyciszyć na moment.

Tak? No i dostałem oczywiście potem nawet smsa i bodajże nawet chyba MMS a, że te paczki tak jakby są degustowane, więc. I że wszystko się udało i że w ogóle było mnóstwo fanu na na imprezie, więc no to jest takie budujące. No to są niby takie małe rzeczy, ale czy to jakiś mail z rana, że paczka mi się podobała? Właśnie kupiliśmy to, to jest mega super. I to jest między innymi to, dlaczego budujemy dobre mystery boxy. To jest to, że ludzie po prostu do nas potem wracają i mówią ej, wiecie co? W sumie zastanawiałem się, czy tak to jest dla mnie, ale ten mystery box no generalnie był sztos i dajcie znać jak tylko będzie kolejny skład.

A sklep stacjonarny istnieje w dalszym ciągu?

Nie, stwierdziliśmy, że na tamten moment. W sensie z perspektywy czasu może gdyby on został, to nie byłoby złe. Ale o ile biznes budowaliśmy tak jakby długoterminowo, w perspektywie kilku lat, no to e-commerce i sklep internetowy łatwiej się tak jakby w taki sposób myśli niż niż sklep stacjonarny. No bo też widzimy ten trend, że no jednak te sklepy stacjonarne mają coraz troszeczkę mniejszy udział w takiej sprzedaży codziennej nawet czy zakupy spożywcze, czy cokolwiek innego, no to jednak wszystko ucieka do internetu, więc zdecydowaliśmy się, że jednak nie. Aczkolwiek to w sumie już Teraz. To już teraz jest zamknięte. Ale mieliśmy na przykład wyspę handlową. Teraz przez ostatnie półtora miesiąca w City Targówek, gdzie właśnie mystery boxy i takie, no powiedzmy bestsellerowej bardzo rozpoznawalne produkty mieliśmy na wyspie w centrum handlowym na Targówku. I to też było właśnie super, żeby czasami spotkać się z tymi ludźmi, bo tam między innymi kręciliśmy też jakiś tam content, więc no fajne to jest, że ludzie piszą a to podjadę jakoś potem po po zajęciach czy po szkole, czy po pracy, żeby coś tam kupić, nawet małego, więc. Ale to była taka raczej taka wstawka.

Rozumiem, że nie jest to kierunek rozwoju dla Was w tej chwili i nie jest to w planach. Chciałem zapytać Cię jeszcze o to, czy w swoich różnych tych działaniach, takich contentowych, jaką rolę mają i czy w ogóle mają newslettery? Czy w ogóle robicie coś takiego? Czy budujecie bazę subskrybentów? Czy to jest drugorzędne?

No właśnie, to podejście nam się trochę zmieniało w perspektywie lat, bo na samym początku myśleliśmy, że musimy to mieć, że w ogóle musi być rabat za newsletter. I zaczęliśmy trochę budować tą bazę. Natomiast potem w sensie nie to, że nie przynosiło to efektu, ale nasi klienci nie zawsze powiedzmy, czytają ten newsletter.

Jasne.

Poza tym w dobie całego tego marketing automation i tak dalej no, jest po prostu bardzo dużo tych newsletterów i ciężko się w jakiś sposób wyróżnić. Więc my pomyśleliśmy, że o ile to jest dobra dywersyfikacja, powiedzmy jakiegoś tam dotarcia do klienta, no to postawiliśmy po prostu na jakieś tam maile, fajniejsze w trakcie zakupów i od tego newslettera troszeczkę odeszliśmy. Natomiast potem, jak już ten trend trochę przeszedł i przestało mnie na przykład denerwować to, że otrzymuję po 10 różnych maili od różnych firm i że ludzie faktycznie wybierają newslettery, te, które mają jakąś wartość, albo takie, które faktycznie chcą utrzymywać. No to wróciliśmy do tego. I teraz te newslettery też staramy się w jakiś taki inny sposób prowadzić, gdzie po prostu jednak prowadzimy komunikację, a nie taką chamską sprzedaż..

Jest o czym pisać u was, nie?

Tak, dokładnie tak, bo też w miarę rozwoju firmy zaczęły się po prostu pojawiać jakieś dodatkowe, fajne tematy, o których możemy pisać. Bo obecnie do sklepu praktycznie co drugi dzień trafia kilkadziesiąt nowości, więc jeżeli ktoś nas nie śledzi na social mediach, ale na przykład śledzi, przegląda sobie maila, no to taki newsletter może otrzymać i na przykład może zobaczyć, że coś, co go interesowało, po prostu wpadło. Więc. Natomiast tutaj trzeba być elastycznym, trzeba wiedzieć, co trafia do twojego klienta, kim jest ten klient i czy potencjalnie faktycznie będzie zainteresowany tym stoperem, bo wysyłać po prostu puste wiadomości w eter, no to de facto po pierwsze nie jest strategia, a po drugie to i tak nie będzie po prostu przynosiło jakiegoś tam skutku.

Ja bym intuicyjnie jeszcze obstawiał, że u Was tak mocno odpaliły social media. Jeżeli mówisz Instagram, YouTube, TikTok na takich levelach, to to jest tak potężne źródło ruchu i zainteresowania i engagementu, że faktycznie nie dziwię się, że nie dostał priorytet w tym newsletter. Ale działania automatyzacyjne prowadzicie, jak rozumiem?

Zdecydowanie. My w ogóle cały ten marketing podchodzimy do tego tak, jak do naszego asortymentu w sklepie, żeby on był zróżnicowany, zróżnicowany i żeby był zdywersyfikowany, bo oprócz tej automatyzacji, oprócz social mediów, no to też mocno zainwestowaliśmy w pewnym momencie w SEO. I co jest najzabawniejsze? Dosyć często agencje marketingowe odzywają się do nas i mówią ej, słuchajcie, ale tam przez rok czy dwa zrobiliście super SEO, z jakiej tam agencji korzystaliście? A to zrobiliśmy sami, to Paulina tak naprawdę zoptymalizowana całe SEO w sklepie. Ja pamiętam, że jak jeszcze się na tym nie znaliśmy, to ja na przykład tworzyłem tam opisy w stylu nie wiem, czy to będzie dobre, jak i będzie, że będzie tak, jakby jakiś smak wchodził. Jak tam nie wiem. Miecz, miecz Geralta w Wiedźminie. Tam jakiegoś potwora.

Byłeś poetą.

Może jest taka po prostu dusza? Albo że po prostu to będzie wisienka na torcie, jak podanie, nie wiem, Messiego, czy coś w tym stylu, Ale to jest właśnie to, że my tak jakby po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że te poetyckie opisy nie przynoszą skutku. No i zaczęliśmy się zastanawiać, co z tym zrobić. No i prawda jest taka, że temat wzięła sobie Paulina i zoptymalizował to tak, że bodajże w kilka miesięcy przeskoczyliśmy spokojnie na Top 1 w SEO i nie tylko w sensie. I prawda jest też taka, że dużo mówimy o social mediach, ale ten ruch organiczny też jest u nas bardzo duży i to pozycjonowanie może obecnie nie na wszystko chcemy się pozycjonować tak jak kiedyś, ale ta dywersyfikacja całego marketingu i całego e-commerce’u. I właśnie taka zdolność uczenia się tego, co może zadziałać, a co nie. Czyli z jednej strony mamy social media, mamy SEO, mamy ruch organiczny, w jakiś sposób lojalizujemy klientów, otwieramy na dwa miesiące wyspę, mieliśmy sklep stacjonarny, no to jest taka naprawdę dosyć duża paczka, która potrafi wygenerować jakiś tam ruch, sprzedaż czy. Czy wyniki po prostu tak mówiąc wprost. Także no tutaj trzeba próbować i patrzeć co się sprawdza.

Jak mówisz o tym, że wiesz, wbiliście w ciągu kilku miesięcy top 1, to myślę, że warto też być bardzo zdolnym po prostu.

No tak, trzeba po prostu poświęcić na to mnóstwo czasu, bo ja na przykład to jest to jest to samo, jak ja zobaczyłem reklamę na Facebooku. No to stworzyłem sobie jakąś tam graficzkę, nie wem, że super pringlesiki, coś tam, coś tam. Kupujcie u nas. Wydałem kasę i się okazało, że jest mocne. Mocny zwrot. Poniżej chciałem powiedzieć. Poniżej zera, poniżej 1. No i zacząłem się zastanawiać. No dobra. No to czemu? No to w drugim miesiącu zmieniłem coś. No to wyszło jeszcze gorzej. No to mówię. Dobra, to chyba trzeba iść jednak w drugą stronę. Znowu coś tam zmieniłem. No i po jakimś czasie te wyniki zaczęły być coraz lepsze. I w pewnym momencie dowiedziałem się, co zrobić, żeby ten wynik generować. A jak już wiedziałem też, jak ten wynik generować. I stwierdziłem, że może to robić ktoś inny, to zacząłem się zastanawiać Okej, dobra, tu macie wytyczne. W taki sposób robimy to, to i to i tak po prostu róbcie. Także. I tak samo z praktycznie wszystkimi innymi reklamami, czy Google Ads, czy jakieś kreacje. I tak samo też podchodziliśmy do contentu, no bo to trzeba sobie też wprost powiedzieć, że social media one nie istnieją pół roku i w magiczny sposób mieliśmy pół miliona.

Tylko na początku to było ciężko, bo nagrywaliśmy tam, wiadomo, z rąsi. Wtedy jeszcze nie było dobrych telefonów, kamer. Próbowaliśmy content, zmienialiśmy, patrzyliśmy, co się sprawdza, co nie. I pomagało też nam na pewno trochę produkty, które które sprowadzaliśmy, więc no tą receptę każdy musi sobie po prostu wypracować.

Jak wygląda u Was zespół marketingowy?

Zespół marketingowy wygląda u nas tak, że jestem ja, jest Paulina. Pomaga nam również z contentem i współpracujemy między innymi z influencerem z Karolem Pieszko obecnie I agencja, która nam pomaga. To jest nasz zespół marketingu.

Ok. I współpraca influencerska taka kluczowa?

Tak, trochę tak, tak. Także tak wygląda nasz zespół do spraw marketingu.

To wygląda podobnie jak jak inne zespoły, jak rozumiem.

Tak, znaczy ciężko, ciężko czasem oddać coś, gdzie jednak wiemy, że coś się sprawdza, wiemy jak to ewentualnie powinno wyglądać. Tak więc czasami próbowaliśmy, żeby ktoś całkowicie to przejął, ale no nie da się. To jest to jest dosyć specyficzna nisza, jednak tak uważam i wiele osób do mnie wraca, że każdy właściciel sklepu internetowego tak mówi tak? No na pewno, ale.

Gruby temat. Ja rozumiem, ponieważ wiesz, w takiej sytuacji w jakiej jesteście, to jedyne czego możecie być pewni, jeżeli chodzi o to, że zostanie wykonane na czas dobrze, terminowo i właściwie to wystawienie faktury przez agencję. Reszta jest dużym pytajnikiem tak naprawdę.

No tak i też no jednak z tym sklepem utożsamia, utożsamia się no już kilkaset tysięcy osób, tak więc no ciężko byłoby oddać lejce komuś i no nie wiem, żeby się tam na przykład Paulina teraz nie pokazywała. Ja też kiedyś nagrywałem jakiś tam challenge’owy content, ale po prostu w miarę rozwoju tego sklepu, no, muszę też zajmować się innymi rzeczami, także na przykład nie wyobrażam sobie, żeby teraz na przykład nie było Pauliny czy czy Karola także, czy żebyśmy nie mieli tej tak jakby już ustalonego schematu współpracy z  agencją, którą z którą współpracujemy także No, pewnych rzeczy nie da się Przesunąć.

Rozumiem. Powiedz mi, czy myśleliście o tym, bo wspomniałeś o tym, że jeżeli chodzi o newslettery marketing automation, wiadomo, że skrzynki mailowe są pozapychane, ludzie dostają mnóstwo wiadomości, bardzo często ich nie otwierają. Open rate są, jakie są. Czy myśleliście kiedykolwiek o tym, żeby zdywersyfikować kanały dotarcia do klienta I może jakieś SMS y, jakiś WhatsApp rzeczy, które niewiele sklepów robi Do tej pory.

Tak to zaczęliśmy wprowadzać. Przez ostatnie, nie chcę powiedzieć pół roku, ale przez ostatnie kilka miesięcy myślę, że tak 3/4. Wprowadziliśmy dodatkową funkcję, że jeżeli ktoś chce u nas zostawić kontakt i woli otrzymywać SMS y, to żeby te SMS otrzymywał. Bo prawda jest taka, że sporo osób kontaktuje się z nami mailowo w zakresie na przykład produktów czy zamówienia, ale dosyć często po prostu łatwiej jest zadzwonić czy nawet napisać do nas smsa. U nas też jest czasami taki proces, że jeżeli coś tam by się uszkodziło czy coś. My wysyłamy czasami tego maila hej, powiedzmy nie wiem, uszkodziło się coś tam w trakcie transportu, albo ten produkt na przykład w trakcie pakowania się uszkodził. No to jednak piszemy po prostu smsa i kontaktujemy się z klientem bezpośrednio, bo telefon każdy ma przy sobie. Widzi, że dostaje SMS a także no to będzie coś na pewno, Co? Myślę, że będziemy testować i eksplorować dalej.

Okej, trzymam kciuki bardzo mocno. Jeszcze mam kolejne pytanie, takie tej natury, wiesz, e-commerceowo techniczno CRMowej tym razem, mianowicie wiesz, my jako edrone bardzo polecamy segmentację klientów czy tam bazy kontaktów na różne sposoby. W jednych sklepach sprawdza się to bardziej, ponieważ jest bardziej naturalne, w innych mniej. A u Was bym widział taką fajną. Taki fajny kierunek, żeby spróbować. Skoro macie potężną społeczność ludzi, którzy są jakoś zajawieni na próbowanie, to wiesz, tam można pokusić się o wyłonienie takiego segmentu, nie wiem, eksploratorów smaku tych ludzi, którzy widać naprawdę po ich częstotliwości zakupów i historii zakupowej i całej tej behawiorce, że oni faktycznie regularnie lubią próbować jakichś rzeczy i jakieś kampanie ukierunkowane na nich, oferty skierowane do nich. Przekaz kierowany do nich mógł być fajnym pomysłem. Czy robicie coś takiego?

Tak, zdecydowanie. Mamy narzędzia między innymi właśnie w edrone, gdzie możemy sobie skategoryzować, skategoryzować, posegmentować tych klientów. Wiadomo, że najczęściej sklepy segmentu tych klientów w zależności od ilości zakupów. Natomiast tutaj uważam, że dobrym pomysłem jest czasami skategoryzowanie po prostu po produktach, które się kupuje.

No bo jeżeli ja na przykład jestem fanem K-Pop, to ja nie będę kupował czegoś z Ameryki. I częstotliwość zakupów nie będzie po prostu wpływała na to, czy ja jestem lojalnym klientem, czy nie. Ja po prostu na przykład mogę czekać, czy się pojawi coś nowego K-pop. Jeżeli uwielbiam żelki winogronowe, no to być może czekam, aż pojawią się nowe żelki winogronowe, nieważne z jakiego kraju. A jeżeli na przykład uwielbiam kupować zestawy, no to być może to też jest jakiś tam sygnał dla nas. I to już nawet nie po segmentacji klienta, tylko po jakiejś tam analityce danych w sklepie czy to w Analyticsie, czy gdzieś tam, że no okej, tak jakby ta grupa klientów wchodzi konkretnie w zestawy i oni po prostu chcieliby testować coś nowego, na przykład co 3-4 miesiące. Ewentualnie można też kategoryzować np. po jakichś tam wydarzeniach. Podejrzewam, że na przykład sklepy odzieżowe, które produkują odzież na Halloween, to oni kategoryzują sobie tych klientów. Kto kupuje? Na przykład na Halloween? Tak konkretnie. No i oni wtedy wiedzą, że przez resztę roku, nawet jak jest kilka tych zakupów, to czy jest sens wysyłać komunikację do klienta halloweenowego, że ej, mamy nowe, nie wiem, spódnicę na lato. To tak jak u nas. Trochę tak, jak mamy jakieś tam fajne edycje zimowe i widzimy, że ktoś właśnie lubi te edycje Puszek Monster, no to wiemy odpowiednio też jak dobrać komunikację. Te osoby też próbują z nami podejmować komunikację, czy to na prywatnych czatach, przez social media, czy gdzieś tam. Także no tutaj nie chciałbym też wchodzić jakoś specyficznie, żeby każdego klienta odznaczać, ale trzeba przemyśleć, w jaki sposób Twój sklep i kiedy dociera do tych osób. Tak, żeby sobie po prostu pomóc, Bo tak jak mówię, wysyłanie, no nie wiem, do 18 latków próbujących naszego chipsa. Ej, mamy nowe zestawy z Japonii, ale są super. Tak? I tutaj macie żelki winogronowy, No to to po prostu nie jest komunikacja do nich. Ja sobie wyobrażam po prostu czasem, w jaki sposób ja mógłbym powiedzieć, nie wiem, czterdziestoletniej osobie, żeby coś kupił, a jak bym powiedział, to facetowi, który chce przetestować coś droższego. A jakbym powiedział, to no nie wiem, to jest już takie potoczne, ale po prostu dziecku, żeby przetestowało coś konkretnie, jakąś tam, jakiś tam produkt, no to i muszę dostosować intonację i muszę to zastosować. Styl komunikacji i ja do tego marketing automation i do i do całej komunikacji. To właśnie raczej w ten sposób bym podchodził.

Ja jestem wielkim fanem próby opierania się o preferencje produktowe. I znowu w niektórych branżach jest to łatwiejsze, w innych trudniejsze. U Was się to wydaje naturalne, ponieważ te silne preferencje zakupowe i jasne kategorie produktowe wydają się być dość mocno i jasno powiązane ze sobą. Bardzo polecam w takim razie pojawienie się. Nie wiem czy widziałeś jest taka opcja newslettera wspieranego przez AI opartego o produkty. To znaczy, że wybierasz określone produkty i mówisz Proszę, zaproponuj mi newsletter oparty o to. Ciekawe jak to u Was by zadziałało.

Tak? No mamy coś podobnego uruchomionego w mailach, jeżeli chodzi o na przykład zestawy promocyjne. No bo czasami zdarza się jednak, że gdzieś tam te produkty są otrzymujemy. W ogóle z krótką datą. Tak więc od razu musimy udać się na wyprzedaż albo coś tam. Po jakimś czasie zostaje. Rzadko, ale zostaje. Więc no musimy ten zestaw promocyjny cały czas dostosowywać i to też jest fajne. Jeżeli chcesz spróbować czegoś taniego, nie chcesz wydawać ultra dużo pieniędzy, A po co mamy wyrzucać produkty, jak możemy je po prostu sprzedać bardzo tanio i jednak zrobić tak, żeby ktoś to ktoś to sobie spróbował? No to też mam taką wysyłkę, bo ja kiedyś kupowałem dla kogoś zestaw promocyjny i wiem, kiedy on dokładnie się zmienia, także. Także jak tylko jest dostosowywane to, to to wiem i też mam ustawione dla testu, no bo też jako osoba jednak zarządzająca muszę widzieć tą komunikację, więc otrzymuję tą komunikację, którą do siebie wysyłamy. Więc no widzę, że to właśnie maile są tak jakby skategoryzowane, że na przykład tutaj jest obniżka. Ten produkt się znowu pojawił. Albo ta kategoria, albo coś. Także no cieszę się, że tych możliwości jest w miarę sporo, bo no tych klientów tak jakby nie wiem jak to nazwać, ogólnych, coraz chyba ciężej się przyciąga i wydaje mi się, że. To nie jest, to jednak jest prawda, że szybciej i taniej lojalizować klientów, niż ciągle starać się o nowych.

A bez dwóch zdań to jest prawda.

Tak. A jednak też musimy brać pod uwagę, że ten nasz e-commerce czy to Sodyczowo czy Azja, to jednak bazuje trochę na na na takim trochę zakupie emocjonalnym. Czyli jest coś fajnego. Czy kupuję edycję limitowaną? No, mamy raz na rok Oreo Pokemon. W ogóle nie wiem, czy Ci to opowiadałem. Było kiedyś Oreo Pokemon to był kolekcjonerski produkt i ludzie tego nawet nie otwierają do dzisiaj. Natomiast był to kolekcjonerski produkt, bo na każdym Oreo były pokemony. Tylko Oreo zrobiło to całkiem w fajny sposób, że niektóre ciasteczka były tak rzadko spotykane, że one były potem sprzedawane na eBayu. Dosłownie ciastka były sprzedawane na eBayu albo całe opakowania takie powiedzmy, że otwarte. Znaleziony ten to ciasteczko i potem zamykane i sprzedawane. No i na przykład pamiętam, że był Pokemon  i okazało się, że jak tam strzelam paczek jest wyprodukowanych milion, to tego konkretnego to jest na przykład tylko kilkadziesiąt tysięcy albo kilka tysięcy. No i taki produkt kolekcjonerski. No to ja nie będę. Nie będziemy na przykład komunikować Ej, wpadł do nas produkt kolekcjonerski, a za tydzień? Ej, cały czas jeszcze go mamy, Cały czas jeszcze ma szansę na dorwanie tego produktu kolekcjonerskiego, no nie? Tak jakby ta komunikacja po prostu. I ten styl nie ma sensu. Tym bardziej, że jak ktoś widzi Oreo Pokemon i chce je zbierać, to podejrzewam, że od razu będzie widział to na naszych socialach, a nie na mailu, że produkt, który jest po prostu na raz na życie będzie dostępny. Tak.

Zgadza się.

O to chodziło za prawie 1000 dolców.

Tak podejrzewam. No ludzie komentujący kierują się innymi parametrami wyboru. Ostatnie takie pytanie techniczne o przyszłościowe cross-border. Czy planujecie jakąś ekspansję? Na ile wysyłacie za granicę? Na ile jest to u Was temat?

Wiesz co, zdarzają nam się przesyłki zagraniczne, tylko one są dosyć często wysyłane po prostu do osób w sensie do Polaków mieszkających za granicą, którzy gdzieś tam trafili na nasze. Na nasz content czy na nasze reklamy. Czy to jest dobry moment dla klienta? Zawsze jednak tą taką przeszkodą, trochę na przykład wysyłania przez nas do Hiszpanii będzie jednak ten koszt wysyłki. Więc tutaj, jeżeli będziemy w stanie poprawić logistykę, a rozwijamy, to i nasi partnerzy coraz mocniej też tak jakby dbają o to, żeby na przykład paczka wysłana dzisiaj z Polski była za 3 dni w Hiszpanii czy w Portugalii, no to wtedy będzie można faktycznie o tym pomyśleć, bo my mamy bardzo dużo zapytań zza zagranicy, tylko że to są raczej, no po prostu zamówienia nie detaliczne, to są raczej albo większe paczki, ewentualnie zamówienia hurtowe.

Tutaj tak jakby naokoło nas jest bardzo. Łatwo jest po prostu ułatwiony, jest ułatwiona logistyka. No bo na przykład żeby sprzedawać w Czechach, to wystarczy, że się wystawię na Allegro. Tak. I tutaj ta logistyka bardzo pomaga. Natomiast czy widzimy na przykład, żebyśmy otwierali sklep internetowy typowo na rynek niemiecki? Nie mówimy nie. Pamiętam, że to jest gdzieś w naszej głowie, to jest jakiś tam temat ekspansji. Natomiast no mówię, trzeba brać też pod uwagę, że te paczki dzisiaj praktycznie są w stanie trafiać na na następny dzień albo nawet tego samego dnia, że klienci są bardzo wybredni i też nie chcielibyśmy chyba czasem ryzykować tak jakby naszej reputacji kosztem tego, że pójdziemy trochę bardziej w skalę, ale zobaczymy jak to będzie wyglądało.

Rozumiem. Jasne. Kacper Czy jest coś jeszcze, o co Cię nie zapytałem? A czym chciałbyś się podzielić?

O kurczę. Prawdę mówiąc, chyba nie przygotowałem jakiegoś takiego zakończenia. Także no nie wiem.

W porządku, to też jest ok. Ja zawsze wolę zapytać, ponieważ mi może coś umknąć.

A czasami jest tak, że wiesz, że ktoś zaproszony do podcastu ma jakąś wiadomość dla świata, ale ty się podzieliłeś bardzo wieloma rzeczami już i bardzo dużo rzeczy tutaj odkryłeś przed nami, za co bardzo serdecznie Ci dziękuję.

Myślę, że jakimś takim jednym zdaniem, gdybym może nie wiem, widział siebie w tym 2019 roku, to to chyba bym sobie powiedział, żeby no nie wiem, zaufać intuicji, nie bać się, że tak jakby nic się nie stanie, jak nie wejdzie. Tak. Aczkolwiek prawdę mówiąc.

 Aczkolwiek fajnie, że wyszło.

Aczkolwiek tak prawdę mówiąc też nie chcę zawsze robić sobie zakładki takiej, że w razie czego to nic się nie stanie. No bo wtedy robię sobie. Czuję czasem, że robię sobie taką wymówkę, że a nic się nie stanie, jak nie wyjdzie. No. Wolę jednak myśleć, że postaram się zrobić, żeby wszystko wyszło. Także to nastawienie jest ważne, żeby się po prostu nie bać. Zaufać intuicji. Nawet jeżeli potrzebujesz sobie powiedzieć ok. Jak nie wyjdzie mi to, to spróbuję czegoś innego. Nie ma nic złego w próbowaniu, bo czasem mam wrażenie, że w sensie inaczej jak my zaczynaliśmy biznes, to wtedy jeszcze ten TikTok i social media nie był taki nakręcony, że wiesz, tam 20 latkowie, 25 latkowie w furach, mercedesach, ot i teraz, i teraz jest taki przekaz, że musisz założyć swój własny biznes, bo jak nie, to tak jakby nigdy się nie dorobisz własnego jachtu. Czy. Czy ja bym źle wyszedł, gdybym faktycznie nie zaczął tego biznesu? No raczej nie. Czy wyszedłem bardzo dobrze i lepiej niż gdybym prowadził? Na etacie? 

Masz już jacht?

No właśnie jeszcze nie. Ale, ale znam kogoś, kto ma przez biznes, ale nie no, śmieje się. Natomiast nie chcę skonfrontować to, żeby nie poddawać się takiej dodatkowej presji. Myśleć pozytywnie i być nastawionym tak jakby na sukces. Ale. No mówię. Jeżeli ktoś sobie potrzebuje powiedzieć, że w razie czego to nic się nie stanie. A próbować zawsze warto, bo nigdy nie wiadomo, co wyjdzie. No mnóstwo ludzi mówi, że. Że wystarczy czasem spróbować. 15 pomysłów nie wyjdzie, a 16 wejdzie. Ja też mam kilka pomysłów.

To znaczy, że trzeba spróbować 16 razy?

No dokładnie tak. I nic się w tym nie dzieje. Mało tego, przecież ja powiedziałem to o tym też w tym podcaście. Ja przepaliłem pieniądze na jakąś głupotę, bo nie wiedziałem, co to było. A może powinienem od razu się nauczyć? A może nie wiadomo. Po prostu wziąłem, rzuciłem, straciłem. No trudno, tak jakby. Nie przeżywam tego w jakiś tam sposób, a też mamy mnóstwo, znaczy mnóstwo też mamy jakieś tam inwestycje czy sklepy internetowe, czy jakieś tam nawet kategorie, które nie wyszły. No i co mielibyśmy z tego zrezygnować, bo coś tam nie wyszło? Nie. Zrestrukturyzowaliśmy, zmieniliśmy, a w razie czego nie ma nic w tym złego, żeby zaprzestać i zająć się czymś innym. Także uważam, że najważniejsze próbować ufać swojej intuicji i po prostu się rozwijać. I nie patrzeć się na konkurencję. Nie patrzeć się właśnie na te komentarze, bo ja również mogłem zasugerować się tym. A dobra, no kurde. Dyrektor audytu. Dyrektor kontrolingu.

Żyć nie umierać.

Dokładnie tak. I ktoś by powiedział kurde, wymarzone życie, ale warto prowadzić swoje i tam nie przejmować się social mediami, komentarzami, krytyką czy czymś innym.

Bardzo gratuluję Ci i takiego podejścia i tego, co dzięki temu osiągnąłeś. Moim gościem był Kacper ze słodyczami. Wszystkiego dobrego! Dzięki jeszcze raz.

Dzięki wielkie. Do zobaczenia.

Do zobaczenia.

O prowadzącym

Bartosz Fabiański

Bartosz Fabjański

Twórcze podejście do komunikacji najpierw praktykował… ucząc angielskiego, w przeróżnych, barwnych okolicznościach. W marketingu i reklamie zaczynał  jako copywriter/creative w branży fashion oraz IT, pracował też jako freelancer, m. in. jako freelancer dla Agencji Nie Do Ogarnięcia. W edrone wymyśla i realizuje treści video, często świetnie się przy tym bawiąc. Wierzy, że aby dobrze mówić, trzeba doskonale słuchać. Codziennie pracuje na to, by móc się nazywać osobą kreatywną.

Wejdź z nami do świata e-commerce.
Zapisz się do newslettera

Administratorem twoich danych jest edrone sp.z.o.o. Przetwarzamy informacje zgodnie z naszą polityką prywatności