Jak nie robić e-commerce? Błędy, których należy się wystrzegać
Gość: Edyta Winkel-Stachowiak
Słuchaj lub oglądaj na:
W tym odcinku
✔️ Odkryjesz skąd wzięła się idea książki o porażkach – jak propaganda sukcesu w social mediach szkodzi przedsiębiorcom i wywiera na nich destrukcyjną presję
✔️ Dowiesz się ile może kosztować jeden błąd – od kilkudziesięciu tysięcy złotych w dużej firmie, po zagrożenie bankructwem w małym biznesie
✔️ Poznasz najczęstsze przyczyny porażek w e-commerce – entuzjazm bez wiedzy, brak strategii, “za dobre serce” zamiast Excela, próby kopiowania rozwiązań 1:1 bez dostosowania do specyfiki rynku
✔️ Odkryjesz wartość dwóch perspektyw na ten sam problem – jak ta sama historia wygląda z punktu widzenia założycielki na skraju bankructwa i inwestora, który przychodzi z pomocą
✔️ Zrozumiesz znaczenie wiedzy i korzystania z pomocy ekspertów w trakcie budowania e-commerce
✔️ Usłyszysz o ukrytym wymiarze porażek biznesowych – jak presja nieustannego sukcesu niszczy zdrowie psychiczne przedsiębiorców i dlaczego dobro psychiczne jest równie ważne jak finanse firmy
W polskim e-commerce panuje kultura nieustannego sukcesu. Na LinkedInie i w social mediach widzimy tylko zwycięstwa, a porażki – jeśli w ogóle się pojawiają – brzmią jak „chciałem zarobić 100 milionów, a zarobiłem 98″. Tymczasem prawdziwe błędy kosztują dziesiątki tysięcy złotych w dużych firmach, a małe biznesy mogą doprowadzić na skraj bankructwa.
Edyta Winkel-Stachowiak, ekspertka e-commerce i wykładowczyni, postanowiła przełamać tę zmowę milczenia. Efektem jest książka „Jak nie robić e-commerce, czyli ucz się na naszych błędach” – zbiór 13 rozdziałów napisanych przez trzynaścioro autorów, którzy odważyli się opowiedzieć o swoich porażkach.
Dlaczego nikt nie chce mówić o błędach?
Początkowo do projektu zaprosiła około 50 osób z branży. Zostało czternaścioro. Co dziesiąta osoba znalazła w sobie odwagę, żeby opowiedzieć „ja popełniłem błąd”. Niektórzy wycofali się tuż przed publikacją, mimo że wcześniej zgadzali się na udział. Duże organizacje branżowe entuzjastycznie witały pomysł, ale gdy zbliżał się czas promocji, odsuwały się z komentarzem: „To jednak książka o porażkach, nie chcemy być z tym kojarzeni”.
To pokazuje skalę problemu. Propaganda sukcesu nie tylko wywiera presję na przedsiębiorców, ale też uniemożliwia uczenie się na cudzych błędach. Gdy popełnisz błąd, pojawia się stres – nie tylko biznesowy, ale przede wszystkim psychiczny. Strach, że ktoś się dowie, że coś nie wyszło.
Ile może kosztować jeden błąd?
Przykład z rozdziału Edyty: w dużej firmie produkcyjnej seria błędów kosztowała około 60-70 tysięcy złotych rocznie. Dla giganta z setkami milionów obrotów to była lekcja, którą mogli sobie pozwolić. Ale gdyby to był mały sklep internetowy? To mogłoby oznaczać bankructwo.
Inny przykład – Asia Gacek z marki Props stanęła na skraju upadku firmy. Dopiero wejście inwestora uratowało biznes. W książce ta historia jest opowiedziana z dwóch perspektyw: właścicielki borykającej się z kryzysem oraz inwestora, który przyszedł z pomocą. Ta podwójna narracja pokazuje, jak bardzo różnie można patrzeć na ten sam problem.
Najczęstsze błędy w e-commerce
Z rozmowy wyłania się kilka powtarzalnych pułapek:
Entuzjazm bez wiedzy – największy zabójca młodych sklepów. Przedsiębiorcy myślą, że wystarczy wrzucić produkty do internetu, a one same się sprzedadzą. Tymczasem e-commerce to orka na ugorze – wymaga wiedzy, czasu i znacznie większego budżetu niż się wydaje.
„Za dobre serce” zamiast Excela – historia Asi Gacek pokazuje, jak bycie „kumplą” zamiast szefową może doprowadzić firmę do ruiny. Płacenie ponad stawki rynkowe, brak twardych decyzji, próby zaprzyjaźnienia się ze wszystkimi – to nie płaci rachunków.
Kopiowanie rozwiązań 1:1 – szczególnie przy wchodzeniu na rynki zagraniczne. Przykład z rozdziału o rynku niemieckim: polski przedsiębiorca myśli, że wystarczy przetłumaczyć sklep i działać jak w Polsce. Tymczasem rynek niemiecki to już nie tylko Niemcy – kilkanaście lub kilkadziesiąt procent to imigranci z różnych krajów, którzy mają inne potrzeby i oczekiwania.
Brak strategii i podstaw – firmy inwestują w marketing automation, nie mając podstawowych procesów. Przykład: sklep daje rabat 50 zł na pierwsze zakupy bez minimalnej wartości zamówienia. Klient mógł kupić produkt za 48 zł i płacić 0 zł.
Drugi wymiar porażek: zdrowie psychiczne
Książka ma dwa wymiary. Pierwszy to konkretne błędy biznesowe i jak ich unikać. Drugi – często pomijany – to wpływ presji sukcesu na psychikę przedsiębiorców.
Marcin Luks opisał w swojej historii, jak jego firma upadała, a on na Instagramie nadal publikował zdjęcia z jachtów i egzotycznych podróży. Kiedy wykresy Excela spadały na czerwono, w social mediach nadal był sukces i luksus. Ten rozdźwięk między rzeczywistością a wizerunkiem powoduje ogromny stres.
Jarek, inwestor pomagający upadającym firmom, podkreśla, że często jego praca nie zaczyna się od procedur i naprawy procesów, tylko od wyciągnięcia przedsiębiorcy z kryzysu psychicznego. Przedsiębiorcy są wypaleni, samotni, sfrustrowani. Bez załatania tej sfery nie ma mowy o naprawie firmy.
Co dalej?
Książka jest dostępna na Empiku w wersji drukowanej i jako e-book. Nie stoi za nią wielka maszyna marketingowa – została wydana w self-publishingu, bo wydawcy żądali zbyt wielu zmian, które odbiłyby książce jej autentyczność.
Edyta planuje dalsze działania – możliwe konferencje, a nawet podcast o porażkach z perspektywy psychologicznej, we współpracy z psychoterapeutką. Ale znów pojawia się pytanie: czy ludzie będą gotowi otwarcie rozmawiać o swoich kryzysach?
Najważniejsza lekcja
Nie wszystko, co się opłaca, warto robić. I nie wszystko, co warto, się opłaca.
Dzielenie się błędami może nie przynosić bezpośrednich zysków biznesowych, ale zapobiega powtarzaniu tych samych porażek przez kolejne pokolenia przedsiębiorców. A przede wszystkim – pokazuje, że porażka to nie koniec świata, tylko naturalna część prowadzenia biznesu.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o książce i autorach, odwiedź https://www.jaknierobicecommerce.pl/
Transkrypcja
Bartosz Fabjański (edrone): Cześć, Tutaj Bartek z podcastu Kierunek e-commerce. A moją gościnią dzisiaj jest Edyta Winkel- Stachowiak, która jest ekspertką i praktyczną e-commerce, wykładowczynią i założycielką studiów na uczelni wyższej, traktującej właśnie na temat e-commerce, a także laureatką wielu nagród. A to dlaczego Edyta dzisiaj po raz drugi zjawia się u nas w podcaście, to książka, której Edyta jest pomysłodawcą, a także redaktorką. I o książce parę słów wstępu opowie nam już Edyta
Edyta Winkel Stachowiak: Cześć! Witam Cię bardzo serdecznie. Książka Jak nie robić e-commerce, czyli ucz się na naszych błędach i książka. Tu, jak sam tytuł wskazuje o tym, jakich błędów nie popełniać, żeby nie tracić czasu, nerwów i pieniędzy. Także zaczynajmy.
Bartosz Fabjański (edrone): Dobra, jak najbardziej. Jak nie robić e-commerce? Błędy. Porażki. Nie będę bardzo oryginalny, kiedy zapytam, skąd taki pomysł na książkę o porażkach, kiedy najbardziej obecne są na LinkedInie, nie tylko na LinkedInie? W przestrzeni szeroko rozumianej publicznie publicznej raczej historie o sukcesie.
Edyta Winkel Stachowiak: Wiesz co? Trochę z przekory, trochę powiedziałabym też, że dla żartu i z przypadku. Tak jak już poruszyłaś ten temat LinkedIna, ale myślę, że ogólnie sociali, wiesz, cały czas gdzieś tam jest wkoło nas ta propaganda sukcesu, nawet jak się mówi o błędach. To co mnie rozbawiło osobiście parę razy, to mówi się w kontekście wiesz, założyłem startup, chciałem w pierwszym roku wykręcić 100 milionów, a wykręciłem 98. Olaboga, olaboga, jaka porażka, prawda? Tak to wygląda i poruszałam z moimi znajomymi w branży, ale też nie z branży. Właśnie często ten temat tej tej bańki sukcesu i gdzieś tam nasze poglądy, nasze wnioski były, były takie wiesz, podobne, spójne, że że to tak nie działa, że po co my sami to sobie robimy. Że przecież wywieramy presję nie tylko na sobie, bo potem faktycznie wiesz, w momencie, kiedy popełnisz ten błąd, to się pojawia stres, żeby nikt tego nie zauważył, żeby to nigdzie nie wypłynęło. Ale też dla ludzi, którzy raz, że zaczynają w biznesie, ale też dla tych, którzy już w nim są. To jest taki sygnał, że no kurczę, ludzie nie popełniają błędów, że jeżeli twój biznes nie zaskoczył, jeżeli się pomyliłeś, jeżeli straciłeś kasę, no to z tobą jest coś nie tak, bo przecież wszystkim innym wkoło wychodzi. Wiesz, i rozmawiałam właśnie z tymi moimi znajomymi i mówię kurczę, no ja się na to nie godzę. Mało, że jest jak jest, życie jest jakie jest, jeszcze sami sobie dokładamy, sami się zajeżdżamy psychicznie i zawsze była gdzieś tam taka odpowiedź: no dobra, no ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. Ja mówię jak nic nie zrobię, książkę napiszę. I wiesz, to było tak. Tak zupełnie w formie żartu na początek. Ale rzeczywiście, im bardziej zaczęłam o tym myśleć, przyglądać się tym wpisom, przyglądać się temu, co się dzieje, tym bardziej uznałam, że ta książka jest potrzebna i że spróbuję, spróbuję odezwać się gdzieś do ludzi z branży. No bo też najłatwiej było mi pisać o e-commerce. Ja tu wiesz, nie jestem, nie jestem ani żadnym psychologiem, ani żadnym rekinem biznesu, więc jeżeli mam się wypowiedzieć o czymś, no to o czymś, na czym się znam. No i zaprosiłam do współpracy mnóstwo osób. Jak widzisz, ostatecznie jest nas trzynaścioro. To jest ułamek, więc nie ma tej chęci, nie ma jeszcze tej otwartości, nie ma takiej umiejętności mówienia o tych błędach.
Ale mam nadzieję, że między innymi dzięki tej książce to się zmieni.
Właśnie, bo tutaj poruszyłaś kilka ważnych tematów, o które chciałem dopytać. Czyli książka to jest 13 case’ów, 13 historii.
To jest 13 rozdziałów? Dokładnie. Bo w kilku. Zrozum niektóre rozdziały to jest jeden rozdział poświęcony na jakiś faktycznie duży błąd. W innych jest kilka mniejszych. Więc tak to wygląda. I powiem Ci tutaj to nie jest żadna tajemnica. Ja zaprosiłam początkowo do tej książki myślę, że około 50 osób. Zostało nas czternaścioro, gdzie też trzeba zaznaczyć, że część tych osób opowiada nie z perspektywy ja, tylko z perspektywy klienta. To są ludzie gdzieś tam, którzy mają właśnie jakieś swoje biznesy związane albo z konsultacjami, albo pracują w agencjach. I myślę, że to nie była kwestia tego, że oni się wstydzą czy mają cokolwiek do ukrycia, tylko po prostu mówienia o tym, na czym znają się najlepiej, z czym rzeczywiście mieli styczność.
Więc opowiadali często o swoich klientach, o tym, z czym oni przychodzili, często też już po usługach innych firm doradczych, więc to w ogóle było dla mnie coś szokującego wręcz. Natomiast osób, które mówią z perspektywy ja jest, myślę, pięcioro, może sześcioro na 50 zaproszonych osób. Zobacz, co dziesiąta osoba jest gotowa powiedzieć o swoim błędzie. Czyli to dalej jest temat tabu? To jest taka nisza, to jest wręcz patologia. Gdzie ty tyle lat w biznesie? Taki autorytet, tylu klientów? Gdzie ty mówisz, że ty błąd popełniłeś w ogóle? Więc samo to to co gdzieś tam też iesz co bardzo mocno mnie zaskoczyło, to jest to, że też do promocji książki, do opowiadania o książce zostało zaproszonych wiele firm, firm, organizacji też między innymi organizacji takich bardzo dużych, ogólnopolskich, które w pewien sposób czy odpowiadają, czy sugerują, jak ten e-commerce ma działać, jak ma wyglądać. I wiesz, rozmawiałam z nimi. Oni widzieli maszynopis przed publikacją i pierwsze takie myśli takiej odpowiedzi to właśnie było kurczę, fajne, to jest potrzebne. Mówmy o tym, mówmy o tym. Po pierwsze, jak tych błędów nie popełniać? Po drugie właśnie o tym, że jeżeli już się wydarzą, to to jest spoko. To się dzieje każdemu z nas. I w momencie, kiedy tej publikacji już było coraz bliżej, te firmy zaczynały mi się wycofywać i komentarz był taki jak ja gdzieś tam zamieściłam na swoim wpisie w socialach, że ok, fajnie, ale to jest jednak książka o błędach. To jest książka o porażkach. My nie chcemy być z tym kojarzeni, więc no powiem Ci, że dla mnie to było duże zaskoczenie, bo ja wiem, że niełatwo się przyznać, że ktoś się pomylił. Wiesz, niełatwo przeprosić ani w biznesie, ani prywatnie. Natomiast robienie takiego naprawdę wielkiego tabu wkoło siebie, zamykanie się w tej swojej bańce, bańce, żeby nikt absolutnie nie zauważył, że ja się pomyliłem. To dla mnie jest szokujące. Dla mnie to jest nie tylko biznesowo krzywdzące, ale też coś, co co wiesz? Co? Co psuje głowę? A w momencie kiedy masz przedsiębiorcę, który jest głową tej firmy, to jeżeli jego głowa się psuje, to firma też się psuje. To nie ma prawa działać.
Pomyślałem sobie o tym, że być może takie zjawisko miało miejsce, że gdzieś tam się pojawił ktoś od marketingu, kto tak bardzo literalnie poszedł na zasadzie. Ale chwileczkę, to jakby my mamy promować i patronować książce, która mówi o tym, jak nie robić e-commerce? W sensie, że skojarzenie być może tak łopatologicznie jest to niepożądane i ja wolę wierzyć często w jakąś bardziej wysublimowaną jednak recepcję odbiorców. Ale może nie mam racji?
Wiesz co? Mam nadzieję, bo powiem Ci, że naprawdę ja już pod koniec, mając odkładać ten maszynopis, miałam takie bardzo duże zawahanie, czy to się w ogóle uda. Bo o ile jeszcze gdzieś tam ludzie odmawiali mi z bardzo różnych przyczyn, bo niektórzy faktycznie nie chcieli być kojarzeni z tym błędem porażką. Inni zasłaniali się NDA i pewnie wiesz jak najbardziej prawdziwie. Nie mogli czegoś tam opowiedzieć. Inni bardzo chcieli. Gdzieś tam nawet dogadywali się ze swoimi klientami. To jest też też niesamowity case, że że taka dziewczyna autorka, po pierwsze świetny specjalista e-commerceowy. Po drugie ma świetne pióro, świetnie pisze, cudownie opowiada, przyjemnie się tego słucha. Ona bardzo chciała, żeby to było takie namacalne, autentyczne. I słuchaj, dogadała się ze swoim klientem, że ona opisze dokładnie ich przypadek, powoła się wręcz na nich, że oni oczywiście będą widzieli ten rozdział, będą mieli możliwość gdzieś tam ewentualnie jakieś korekty i zgodzili się, po czym krótko przed publikacją też wycofali. Byli ludzie, którzy w momencie, kiedy zaczęłam mówić o tej książce, sami się do mnie zgłaszali, że chcą napisać, że mają coś do powiedzenia. I wiesz, zostaje tydzień czy dwa na złożenie maszynopisu. Ja się przypominam i słuchaj. Cisza. Ani mailem, ani na LinkedIn, ani na telefonie. Że nawet jakby nie było odwagi powiedzieć, ale nie było też odwagi się wycofać. I naprawdę powiem Ci, że dla mnie było to szokujące, bo my nie mamy po 15 czy 20 lat, żeby się bać, żeby się wstydzić. Szanuję to bardzo, że ludzie nie są gotowi mówić o swoich błędach, ale mnie to zadziwia.
Tak, dlatego, że jeżeli pomyślimy sobie o wzroście jakiegokolwiek biznesu, to wiesz raz, że dobrze się uczyć na błędach i najlepiej cudzych. Dwa, że nie wiem. Też dość długo wydawało mi się, że pomysł jest bardzo ważny, na przykład na jakiś biznes. A prawda jest taka, że pomysły są w zasadzie tanie. Powiedz mi, czy z tych case’ów, które w końcu trafiły do tej książki, które udało się opisać i opublikować, czy one wszystkie mają happy end, czy jakiś rodzaj happy endu, czy być może niektóre są takie, że no a potem wskoczyłam do jeziora i tyle.
Wiesz co? Nikt nie wskoczył. Jeżeli pisali, to znaczy, że wszyscy są dalej z nami. Wiesz co, jeżeli chodzi o ten happy end, to to bardzo zależy od kontekstu. Tak jak mówię, wszyscy jesteśmy wszyscy w tym biznesie, działamy, więc każdy się otrzepał. Natomiast mogę ci powiedzieć na przykładzie mojego rozdziału, że błąd początkowo kogoś, kto był nade mną, potem mój, a potem osób, które po mnie to kontynuowały, kosztował w ciągu roku firmę kilkadziesiąt tysięcy złotych, bodajże to było 60 albo 70 tysięcy.I nie jesteśmy pewni, czy to jest wszystko. To były te rzeczy, te dokumenty, te straty, które my w stanie byliśmy odzyskać i udokumentować. I w sytuacji, kiedy ja faktycznie pracowałam w bardzo dużej firmie, to było polskie ogromne przedsiębiorstwo produkcyjne z setkami milionów obrotów, no to powiedzmy, że mogliśmy gdzieś pozwolić sobie jako firma, jako organizacja na to, żeby ten błąd popełnić, Wyciągnąć wnioski i się na nim nauczyć. I oni do dzisiaj mają bardzo fajny e-commerce. Bardzo prężnie działają w internecie i gdzieś tam wszyscy wyciągnęli wnioski. Natomiast gdybym ja wtedy była w jakiejś malutkiej firmie, w mikroprzedsiębiorstwie i tak by to wyglądało, to to byłoby coś, co mogłoby tą firmę pogrzebać. Więc to wiesz, wszystko zależy od kontekstu. Jest też na przykład rozdział Asi Gacek – Sroki i Props. I tutaj Asia też tego nie ukrywa. Ona o tym mówi głośno, że jej firma stanęła na skraju bankructwa, że dopiero wejście inwestora zewnętrznego pozwoliło im złapać oddech i gdzieś tam pomału, sukcesywnie, sukcesywnie wracają, odbudowują się. Natomiast znowu tutaj też poza ciężką pracą, jest też ten łut szczęścia, że ktoś się znalazł, że ktoś zainwestował. Więc to jest takie trochę słodko gorzkie. Faktycznie wszyscy ci ludzie gdzieś tam powstali, natomiast ryzyko, że się nie uda, było duże.
Myślę sobie, że oczywiście łut szczęścia jak najbardziej, ale ten przysłowiowy łut właśnie, że konieczne też była ta determinacja i odporność psychiczna, która w wypadku Asi, w momencie, kiedy firma jest w bardzo dużych tarapatach, sprawia, że no, ten inwestor ma się czego złapać, że inwestorzy nie rosną na drzewach i nie schylą się po firmę, która już kompletnie leży i nie próbuje się podnieść na nogi. Więc to jest też na pewno fajna historia o determinacji. Czyli nie ma, nie ma słodko, jest słodko, gorzko. Czasami po prostu.
Tak. Wiesz co? To co też jest fajne też. Mimo, że ten każdy rozdział jest jakby osobną historią i każdy autor miał bardzo dużą swobodę wypowiedzenia się po pierwsze o czym chce, po drugie w sposób jaki chce. Też Ci mogę potem powiedzieć, że w związku z tym mieliśmy duże problemy z wydaniem tego, bo to nie jest taka książka pisana jednym ciągłym tekstem, jak powieść, którą się czyta na jednym tchu. Tylko bardzo walczyliśmy właśnie, żeby każdy ten rozdział był nasz. Natomiast jest takie fajne odniesienie, bo zaraz po Asi, po jej rozdziale, odnosi się właśnie ten inwestor. Udało nam się go też namówić, żeby on powiedział tę samą historię, ale ze swojej perspektywy. I on to też bardzo, bardzo mocno rozwinął o inne firmy, którym pomagał. I słuchaj, okazuje się, że ten mianownik jest wspólny. Wiesz bardzo często, że to są błędy powielane. To nie jest tak, że ktoś tutaj odkrył Amerykę, przejechał się i powinien być w szoku, bo nikomu innemu to się wcześniej nie zdarzyło. Tylko to są rzeczy, które rzeczywiście wracają. Właśnie, czy strategia? Czy za duże serducho na dłoni zamiast zamiast Excela? To są powtarzalne rzeczy. Gdybyśmy wcześniej może o tym mówili głośniej, o tym mówili, to to pewnie ktoś kolejny już by tego nie powtórzył. A my dalej twardo w zaparte, bo skoro mi się stała krzywda, skoro ja musiałem się z tym zmierzyć, to dlaczego inni mają mieć lepiej?
Nie wracamy do tego, od czego zaczęliśmy rozmowę, czyli do wartości jaka jest tego. Natomiast wiesz, ja w tym widzę jakąś jakąś sensowność. Bo oczywiście fajnie jest, kiedy mówimy o tym, że e-commerce to jakaś społeczność i fajnie się gdzieś nawzajem wspierać. Ale e-commerce to też przede wszystkim konkurencja, więc potrafię zrozumieć kogoś, kto wcale nie diabolicznie myśli w momencie, kiedy myśli ojejku, to jeżeli ja spotkałem na swojej drodze ten problem i ten problem kosztował mnie tyle i tyle tysięcy złotych, tyle i tyle utraconych zysków, tyle i tyle zdrowia, być może psychicznego i fizycznego energii i tak dalej, to to jest mój wydatek, który poniosłem, przetrwałem. I czy w moim interesie jest teraz dzielić się z innymi? To jest pytanie o to, w jakim świecie żyjemy.
Nie wszystko co się opłaca to warto i I nie wszystko, co warto to się opłaca. Tak bym to tutaj skomentowała. Wiesz co? Bardzo mi zależy i myślę, że też współautorom zależy, żeby ta książka była taka dwuwymiarowa. Jedni to jest kwestia właśnie tego, tego biznesu, tego, żebyś nie popełnił tych błędów, żebyś się rozwijał, żebyś nie tracił pieniędzy. Druga bardzo ważna dla nas, gdzie ja też będę chciała troszeczkę więcej zacząć w tym działać. To jest właśnie kwestia tego dobrostanu psychicznego, tego, co my sami sobie robimy. Powiem ci też jest na przykład rozdział Marcina Luks i to jest rozdział, który poza tym właśnie, że opowiada o tym, jak on tworzył biznes, że ten biznes początkowo był sukcesem i on taki był też, wiesz, mocno powiedzmy, instagramowy. On bardzo chętnie się dzielił tym, że jemu się powiodło, że mieszka w egzotycznym kraju, że wiesz, zaprasza znajomych na jachty, że ma bardzo kosztowne hobby, w którym się gdzieś tam realizuje. No i w którymś momencie ta firma siadła i on opowiada też właśnie o tym, że na Instagramie dalej tego nie było widać, że to jest już potem taki stres, taka właśnie ta ta bańka, taka niechęć do pokazania, że mi się jednak noga powinęła, że tu wiesz, tabelki Excela, wykresy na czerwono pikowały w dół, ale dalej tutaj wiesz. Drineczek na jachcie i nurkowanie z delfinami także no tutaj jedna kwestia to jest tego, że ktoś nie chciał się być może podzielić tak jak mówisz z tego tytułu, że kurczę, skoro ja tyle zainwestowałem, poświęciłem, no to to niech inni też tego posmakują. Ale myślę, że właśnie też kwestia ta głębsza, tego strachu, że ludzie będą myśleć, że mi się nie udało, że poniosłem porażkę, że się nie nadaję, że nie potrafię, że to jest ten drugi wymiar, ta krzywda, o której mówię, że jeżeli my dalej uparcie, z klapkami na oczach będziemy mówić, że biznes to jest nieustający sukces i że ty dzisiaj otwierasz firmę, za pół roku jesteś bogaty, to ludzie się wykończą, my się wykończymy i wszyscy wkoło się wykończą.
Nie byłem nigdy bogaty. Mogę sobie tylko wyobrazić, jaki to jest stres. Ale też słyszałem taką rzecz, że jedną z najgorszych rzeczy w życiu jest być bogatym, ale na krótko, ponieważ próbujesz czegoś, co potem zostaje ci zabrane.
Też jeszcze nie mam doświadczenia, więc nie powiem ci.
Rozumiem. Nie chcę jakby wyciągać za wiele, żeby nie zdradzać za dużo, ponieważ ideą jest to, żeby tą książkę ogarnąć i przeczytać moim zdaniem i wtedy ma to sens. Ale bardzo mi się podoba to, co zasygnalizowałaś. Wydaje mi się, że dosyć unikatowa perspektywa, czyli ta historia marki Props opowiedziana i z punktu widzenia właścicielki, założycielki, i z punktu widzenia inwestora, który przychodzi, przychodzi w kłopotach, to wydaje mi się, że w tym ogromna wartość jest i warto chociażby dlatego sobie sięgnąć po tą treść. Chciałem Cię zapytać również, czy jest coś takiego. Widziałem w spisie treści bodajże o sukcesie po niemiecku, porażce po polsku. Czy to oznacza, że polski rynek, polskie firmy, jeżeli chodzi o potencjalne błędy być może różnią się jakoś od firm zachodnich?
Wiesz co? Myślę, że tak. Ja też mogę Ci powiedzieć troszeczkę z mojej perspektywy i błędu, który bym popełniła, gdyby nie rozdział Darka. Słuchaj, bo wygląda to w ten sposób, że ja rzeczywiście większość firm, które wprowadzałam do Internetu, do tej sprzedaży internetowej, robiłam to na rynku niemieckim wcześniej, jak jeszcze nie pracowałam w e-commerce, była to sprzedaż i obsługa klienta, powiedzmy stacjonarna, to też pracowałam z Niemcami.I o ile gdzieś tam wiedziałam, że my nie możemy kalkować 1:1 rozwiązań polskich, bo to bardzo często się zdarza, to jest bardzo częsty błąd, że wydaje nam się, że przez to bliskość, przez to, że jesteśmy sąsiadami, że sporo Polaków mówi po niemiecku i mówi bardzo dobrze, że to jest w zasadzie ten sam rynek, nie bierzemy, nasze rozwiązania kopiujemy, sprzedajemy, okazuje się, że nie, że, że tutaj są inne oczekiwania, inna specyfika tego klienta. I tu powiem ci, że nawet nie trzeba robić jakichś wielkich badań. Te badania już są, one są dostępne. My wiemy, czego ten klient oczekuje, ale bardzo wielu przedsiębiorców z tego nie korzysta, bo dla nich to jest ten sam rynek, ten sam klient. więc myślę sobie, że to jest pierwszy błąd. Ale to, na co mi zwrócił uwagę Darek i powiem Ci, że ja jestem tym absolutnie zafascynowana. To jest to, że my wychodząc na rynek niemiecki komunikujemy do Niemca. I tak te 5, 10, 15 lat temu to była super sprawa, to było oczywiste. Natomiast to się zmienia. Rynek niemiecki w tej chwili nie pamiętam już, czy to jest kilkanaście, czy kilkadziesiąt nawet procent. To wynika z rozdziału Darka. Natomiast to w tej chwili już są imigranci i to są imigranci często z krajów takich, powiedzmy, dla nas egzotycznych. I ja się złapałam na to, na tę bańkę, że jeżeli ty faktycznie chcesz być gdzieś tam widoczny na tym rynku niemieckim, to ty nie możesz pominąć tego, że 20 czy 30 procent społeczeństwa to już nie jest Niemiec. Nie?
Rozumiem. Rozumiem. No tak faktycznie jest. To jest to jakiś temat. Czy jest tak, że jeżeli chodzi o pozostałe rozdziały książki, bo powiedziałaś, że faktycznie pewne rzeczy się powtarzają, ale czy są jakieś takie rzeczy, które wymieniłabyś jako takie główne modne słowo czerwone flagi Red Flags? Jeżeli chodzi o o to, że być może zadaj sobie to pytanie, żeby sprawdzić, czy nie popełniasz jednego z największych błędów e-commerce. Czy coś takiego się wyłania z obrazu tej książki?
Wiesz co? Tak, na pewno to, na co ja bym zwróciła uwagę, to to, że entuzjazm to nie wiedza.
Tutaj większość tych błędów rzeczywiście było popełnionych z niewiedzy. Tam były ogromne chęci, tam były nawet zabezpieczone budżety, żeby wejść. Natomiast to nawet przy poprzedniej rozmowie o tym wspominaliśmy, że nam się jeszcze nadal czasami wydaje, że e-commerce to jest takie proste. Wrzucasz produkt w internet, no i to się sprzedaje, bo dlaczego miałoby się nie sprzedawać tutaj bez świadomości, że to jest orka na ugorze, że to trwa długo, że to kosztuje mnóstwo pracy i jeszcze więcej pieniędzy? To może się nie udać. Też są takie właśnie aspekty, jeżeli chodzi o Twój biznes i jeżeli ty chcesz coś dołożyć. Znowu się odwołam do tego drugiego wymiaru, do tej psychiki. Tam w tej książce poruszamy właśnie temat tego, a się mówi wprost, że jej by się firma wywaliła, bo ona chciała być za dobra. Ona nie była szefową, ona była kumpelą, ona zatrudniała ludzi, płaciła ponad stawki rynkowe. Z każdym się chciała przyjaźnić. Każdy miał być szczęśliwy. No ale to rachunków nie płaci, nie? Czy dalej właśnie rozdziały? Rozdział Jarka, jej inwestora, który mówi, że w momencie, kiedy on wchodzi do firm i chce robić te te poprawy, chce tam to wszystko usystematyzować, to okazuje się, że po tej drugiej stronie już często są zgliszcza, że ci ludzie są wypaleni, są samotni, są sfrustrowani, że tak naprawdę ten proces naprawy firmy nie zaczyna się od procedur, tylko od tego, żeby tego człowieka w ogóle z tego kryzysu psychicznego wyciągnąć. Bo inaczej to nie ma pracy, nie ma rozmowy, nie ma roboty. Więc to jest też na pewno tym czynnikiem, takim, który to łączy, ale przede wszystkim wiedza, wiedza. Ta głowa też jest ważna. Ale jeżeli wchodzisz w coś, na czym się nie znasz, czego nie wiesz, no to kurczę, no skorzystaj z pomocy, zapłać za nią, bo nie wiem. Niech agencja taka przykładowo, powiedzmy, weźmie przez rok 6000 miesięcznie. No to masz wiesz, 60-70 tysięcy rocznie kosztów. No to tak jak ci powiedziałam na początku, ja w tym pierwszym moim styczność, tej pierwszej styczności z e-commerce tyle utopiłam. Nie mówi się o tej drugiej stronie, że utopiłam znacznie więcej, bo tych produktów też sprzedałoby się więcej. Więc czasami coś, co wydaje Ci się taką dużą inwestycją i dlaczego ja miałbym za to płacić? To tak naprawdę zwróci ci się w kwartał. Nie.
Rozumiem. No to tak mi się tworzy z tego taki obraz dotyczący tego, że wiedza jest jak najbardziej najistotniejsza. Powiedz mi, gdzie i w jaki sposób ta książka będzie dostępna? Bo rozumiem, że jest i w formie drukowanej, i w formie e-booka.
Mhm. Wiesz co, książka jest dostępna na Empiku, natomiast trzeba troszeczkę tutaj. No trzeba jej samemu poszukać. To nie będzie jakoś tam mocno, mocno promowane, dlatego że ta książka jest w ogóle wydana w self-publishingu. Tak jak ci wspominałam, rozmawiałam z wydawnictwem i była możliwość wydania tego z całym dobrodziejstwem tutaj marketingowym, dystrybucyjnym i tak dalej. Natomiast wydawca oczekiwał bardzo wielu zmian, na które my się nie chcieliśmy godzić, bo ta książka po prostu nie byłaby nasza, nie miałaby tej zawartości tego, co my rzeczywiście chcieliśmy przekazać. Potem gdzieś tam myślałam o wydaniu przez wydawnictwo, ale własnym nakładem finansowym. Wtedy masz troszeczkę większe możliwości ingerencji w treść. Natomiast no, cena, no, powiem ci, że wydanie 300 egzemplarzy książki to jest między 20 a 30 tysięcy, więc to była dla mnie kwota, która absolutnie na ten moment nie była do włożenia. Tym bardziej, że książka z zamysłu nie ma być komercyjna. Tutaj nie ma jakichś wielkich oczekiwań, że my na niej zarobimy i postawimy sobie domki na działce, tylko żeby faktycznie gdzieś tam coś wniosła. Więc ostatecznie poszło z self-publishingiem Empiku. Cała kwestia promocji jest na naszych barkach, jest po naszej stronie. Na pewno są pewne pewne plany i będziemy chcieli, żeby żeby dużo osób miało możliwość się z nią zapoznać. Natomiast no nie będzie to takie łatwe, jak gdyby stało za nami jakaś wielka korporacja, która na tej książce ma rzeczywiście zarobić. Więc trzeba troszeczkę wyciągnąć rękę samemu. Jest landing www Jak nie robić e-commerce.pl. I zachęcam bardzo do wejścia, żeby właśnie ktoś mógł sobie zobaczyć, przeczytać, o czym my w ogóle mówimy, jaka jest nasza misja i czy jego to ewentualnie interesuje.
Czy jest tak, że widzisz, że ta książka jest przeznaczona bardziej dla któregoś segmentu e-commerce, jeżeli chodzi o rozmiar sklepu? Czy myślisz, że równorzędnie mogą skorzystać, nie wiem, właściciele czy osoby prowadzące małe, średnie i duże sklepy internetowe?
Wiesz co, myślę, że to jest taka książka dla wszystkich. Tak jak Ci mówiłam, to zależy od kontekstu, bo o ile dla tych małych przedsiębiorców to powinien być taki drogowskaz, bo tak jak wspominaliśmy tutaj błąd kilkudziesięciotysięczny, potrafię tę firmę pogrzebać. Przy większych e-commerce jest tak, że ten budżet jest większy, ale te możliwości, że tak powiem, popełniania błędów, też też są gigantyczne. I niby to te 60 czy 70 tysięcy może na takim dużym przedsiębiorcy nie robi wrażenia, ale jeżeli zrobisz ten błąd, już wiesz kosztowny, na dziesięciu innych polach, no to to już się zaczynają robić, wiesz, milionowe kwoty. No mogę ci powiedzieć tutaj a propos waszej działki, waszej branży też mi się teraz teraz przypomniało. Ja jestem w trakcie urządzania domu i w jednym z bardzo dużych sklepów meblowych polskich. To jest bardzo duża sieć. Zamówiłam meble za kilkadziesiąt tysięcy, więc myślę sobie, że to już jest takie zamówienie, że jeżeli coś idzie nie tak, no to człowiek ma, ma prawo się wkurzyć. Wiesz, i tam przez dwa tygodnie w ogóle nie byłam w stanie się z nimi skontaktować. To zamówienie jakby nie weszło do realizacji. Coś tam z automatem się zadziało. Nie odpowiadali na maile, dzwoniłam, to była informacja, że sprawdzą i oddzwonią, ale to się nie działo. I po tych około dwóch tygodniach, nawet ponad dwóch tygodniach dostałam informację, że okej, oni to dostarczą, ale miesiąc później. A ja mówię kurczę, ale ludzie jak miesiąc później, ja się muszę wyprowadzić, tam nic nie ma. Nie mam kuchni, nie mam sypialni. Wiesz, ja mam rodzinę, mam dziecko. No jak wy sobie to wyobrażacie? Że jak my będziemy żyli? Nie. I w momencie, kiedy cały czas trwała ta, mówiąc brzydko, przepychanka na zasadzie, że no ja się na to nie godzę, musicie to zrealizować w terminie, to ja dostawałam maile i smsy z prośbą o ocenę zamówienia na ocenę, wiesz, obsługi klienta i tak dalej. No to jest dramat. Ja też pamiętam, że my poruszaliśmy ten temat. Nie pamiętam już, czy to poszło w rozmowie, czy gdzieś tam w kuluarach. Natomiast właśnie o tym nie, że ludzie na przykład nie panują nad nad tą automatyzacją i potem się dzieją takie kwiaty i to też jest ważne. I nawet jeżeli mówimy o takim dużym biznesie, gdzie to jest sklep z wielomilionowymi obrotami i to, że jeden czy klient się wkurzy, to nie sprawi, że oni upadną, Ale to pozostaje niesmak. Wiesz, i ja ci na przykład mogę powiedzieć z mojej perspektywy, że ja też w tym roku mam zaplanowanych sporo gdzieś tam konferencji i też podcasty i prelekcje, i ja będę poruszać ten temat. Nie wiem jeszcze, czy będę ich katować, pokazując logo i mówić, jaka to była firma. Natomiast z takiego naszego punktu, naszego podwórka i biznesowego to jest coś niesamowitego, że wystarczało wiesz, odkliknąć ten mój mail z bazy danych, czy mój numer telefonu. I w momencie, kiedy ja się zastanawiam, czy nie będę następnych sześciu tygodni spała na podłodze, to oni mi się pytają, czy mi się miło z nimi rozmawia. Nie?
To jest to, o czym mówimy, że kiedy zmienia się skala, to oczywiście zmienia się skala przychodów, ale też skala błędów, bo jeżeli mamy mały sklep internetowy, to rzeczywiście można założyć, że wystarczy kliknąć, bo być może ta osoba, która rozmawia z Tobą o reklamacji czy o realizacji zamówienia, jest tą samą, która ustawia marketing automation. Natomiast w dużym sklepie internetowym, jeżeli nie mamy na to jakiegoś procesu, jakiejś małej procedury, no to robi się rozmycie odpowiedzialności. Kto to ma zrobić, że osoba, która się zajmuje marketing automation ma tyle swoich tematów i nie wie o tym, że akurat Edyta Winkel jest bardzo daleko od bycia zadowoloną z obsługi i pytanie ją o opinię w tym momencie jest strzałem w kolano. Ale tak, słyszeliśmy o takich przypadkach i nawet mówiłem o tym, żeby tego nie robić w wideo serii poradnikowej.
Widzisz, może nie oglądali.
Dokładnie wiesz co, już poza nagraniem powiedz, która firma tam już wyśle takie wskazówki, co i jak robić. Zastanawiam się jeszcze. A jeszcze mi się przypomniała taka akcja. Niedawno słyszałem u nas właśnie a propos Marketing Automation. Bardzo mały temat. Jeden ze sprzedawców rozmawiając z niedużym sklepem internetowym zobaczył, że jest rabat. Zapis do newslettera na pierwsze zakupy, czyli bardzo popularna praktyka. Jest dość wysoki i nominalny, bo 50 zł, czyli tak na bogato. Powiedzmy sobie płacimy za tą bazę, ale ok, jeżeli to jest jakaś przemyślana strategia, bo jest to połączone z tym, jak przewidujemy, ile będziemy mieć zysku z klienta, to może to zadziałać. Natomiast nie było określonego progu minimalnego, czyli jeżeli ktoś nie wiem dodał przedmiot za 48 zł do koszyka, to naliczał kod i było 0 zł. Zapraszamy, prosimy, jakby można założyć tam kolejne konto na innego maila i jakby doposażyć się troszkę.
Mogłeś mi wcześniej mówić kurczę.
Ale wiesz, ten nasz sprzedawca też bardzo uczciwie się zachował, jakby zamiast zamiast od razu otworzyć tutaj farmę botów i zadziałać. No oczywiście upomniał tego przedsiębiorcę. No, no i tak. No i jest to jakaś historia. Powiedz mi jeszcze taką rzecz na koniec czy fajna przygoda? Pisanie tej książki, redagowanie jej?
Wiesz co, bardzo fajna, fajna, trudna, duże wyzwania, ale przede wszystkim ja myślę sobie mam nadzieję, że to co najfajniejsze dopiero przede mną. Wiesz, są gdzieś tam plany na na dużą konferencje jeszcze, jeszcze. Tak jak mówię, to jest niedomknięte, ale gdyby udało mi się dopiąć to to fajnie do dużego grona gdzieś tam odbiorców trafimy. I tu jest właśnie bardziej w kontekście tego dobrostanu psychicznego. Mam też pomysł. Tak że w zależności od tego, jaki będzie wydźwięk tej książki, czy ta dyskusja się otworzy o stworzenie może podcastu, może tylko kilku odcinków. Zobaczymy. Ale właśnie z tej drugiej strony, tej głębszej. Ja mam taką wspaniałą przyjaciółkę, już wieloletnią, która jest bardzo dobrym psychologiem, psychoterapeutą i chciałyśmy stworzyć taki taki format, gdzie właśnie zapraszamy tych przedsiębiorców. I mówimy też o tych błędach, też o tych porażkach, ale właśnie w kontekście tego, jak to wpływa na naszą psychikę, co się potem dzieje, jak sobie poradzić, gdzie się zgłosić o pomoc. Myślę, że to jest bardzo, bardzo ważne. Tylko widzisz, znowu jest kwestia tego, na ile ludzie się otworzą. Bo o ile pierwszy odcinek ja mogę nagrać o sobie, nie ma problemu, mogę być tym prekursorem, O ile, jeżeli ja znowu zmierzę się ze ścianą, a być może się zmierzę, bo to są delikatne i takie bardzo osobiste tematy, jeżeli ludzie nie będą chcieli o tym rozmawiać, to my nic sami nie zrobimy. Ja mam naprawdę tak, jak ci mówię, ogromną nadzieję, że ta książka coś zmieni w tej naszej mentalności. Wiadomo, że nie wszystkich, bo jeżeli my też nie idziemy na grubo ze sprzedażą i z promocją, to ta możliwość dotarcia do ludzi jest zawężona, jest ograniczona. Natomiast poza tym, że tak jak cały czas mówimy, że żeby gdzieś tam ustrzec przed pewnymi błędami, to właśnie, że jeżeli już to mleko się rozleje, to się nie biczujemy, nie biczujemy się, nie siedzimy. No to co? Jarek wspominał, że potem wypaleni, samotni i sfrustrowani tylko chcemy, chcemy, gdzieś tam oczekujemy, szukamy tej pomocy. Bo wiesz, biznes można bardzo wielowymiarowo postrzegać. Jedno to są pieniądze i fajnie potem odnieść ten sukces, bo to jest ciężka praca, ale też żeby ludzie mieli świadomość, że musisz mieć twardą pupę przysłowiową, bo jeżeli się za to weźmiesz, to, to potem już to musisz dźwignąć psychicznie, Nie tak jak właśnie w przypadku Aśki, że nie możesz być przyjacielem tych ludzi. To są Twoi pracownicy. Super, że Ty masz fajną atmosferę w firmie, że jesteś otwarty, że jesteś dobry, że jesteś miły. No ale muszą na siebie zarobić, nie? Więc kurczę, no mam. Mam bardzo dużo pomysłów odnośnie właśnie tego, jak ta książka może przynieść coś dobrego i finansowo, i finansowo. Natomiast potrzebuję do tego ludzi otwartych głów, a ta pierwsza taka moja styczność z pisaniem, zredagowanie i redagowaniem tej książki jest taka, że do tej otwartości jeszcze nie ma, nie.
Także bardzo mocno trzymam kciuki za to, żeby książka dotarła tam, gdzie ma dotrzeć.
Wydaje mi się w ogóle, że ten rodzaj promocji, o której mówicie, czy ten rodzaj po prostu organicznego jej dystrybuowania, oczywiście oznacza jakby mniejszą czy węższą grupę docelową, ale z natury bardziej zainteresowaną, bo można włożyć ogromne pieniądze w promocję i ta książka gdzieś tam będzie miała swoją konwersję, znajdzie nabywców i na przykład trafi na półki, nie będzie dawana w prezencie albo będzie w bibliotekach firmowych gdzieś tam czy na półkach prezesów. Tutaj wydaje mi się, że sięgnie ten ktoś, kto chce sięgnąć i do kogo to trafi. I być może to jest bardzo dobry start. Moją gościnią była Edyta Winkel-Stachowiak Dzięki serdeczne.
Pięknie dziękuję.
Prawdopodobnie wszyscy popełniają błędy w e-commerce, chociaż jak dowiedzieliśmy się z rozmowy, nie wszyscy chcą się do tego przyznać, aby popełniać tych błędów mniej. Subskrybuj nasz kanał, Słuchaj podcastu i oglądaj materiały edukacyjne. Nie bój się też błędów z bezpłatnym kontem edrone i załóż je i od zera złotych rad i koszyki. Uzyskaj pełen dostęp do wszystkich funkcjonalności. Bez ryzyka, bez okresu próbnego, bez limitu czasu czy konieczności podpinania karty. Powodzenia!
O prowadzącym
Bartosz Fabjański
Twórcze podejście do komunikacji najpierw praktykował… ucząc angielskiego, w przeróżnych, barwnych okolicznościach. W marketingu i reklamie zaczynał jako copywriter/creative w branży fashion oraz IT, pracował też jako freelancer, m. in. jako freelancer dla Agencji Nie Do Ogarnięcia. W edrone wymyśla i realizuje treści video, często świetnie się przy tym bawiąc. Wierzy, że aby dobrze mówić, trzeba doskonale słuchać. Codziennie pracuje na to, by móc się nazywać osobą kreatywną.