Pasja, pokora i róże. Jak prowadzić sklep online, nie będąc handlowcem?
Gość: Grzegorz Hyży, sklep Róże Ogrodowe
Słuchaj lub oglądaj na:
W tym odcinku
✔️ Dowiesz się dlaczego właściciel sklepu z różami przez lata unikał słowa “sprzedaż” – i co sprawiło, że zmienił swoje podejście do biznesu
✔️ Odkryjesz jak kanał na YouTube poprzedził sklep internetowy – i dlaczego film o przycinaniu róż we wrześniu zgromadził blisko milion wyświetleń
✔️ Zrozumiesz dlaczego w branży z półtorarocznym cyklem produkcji dostępność bestsellerów jest ważniejsza niż szerokość oferty
✔️ Poznasz kulisy logistyki sklepu, który przez trzy miesiące w roku nie wysyła ani jednej paczki – i jak zarządzać tysiącami zamówień w pierwszych dniach sezonu
✔️ Dowiesz się jak jednorazowy kod rabatowy z okazji Walentynek potroił sprzedaż w jeden dzień
✔️ Odkryjesz dlaczego uczciwe mówienie o wadach produktów buduje silniejszy autorytet niż najlepsza kampania reklamowa
✔️ Zrozumiesz dlaczego nie da się wyskalować biznesu bez zespołu – i jak budować go od zera według własnych standardów, a nie nawyków przejętych od innych
W najnowszym odcinku podcastu Kierunek E-commerce Marta Jabłońska rozmawia z Grzegorzem Hyżym – właścicielem sklepu internetowego Róże Ogrodowe, szkółkarzem z wieloletnim doświadczeniem i pasjonatem, dla którego słowo „sprzedaż” przez lata było niemal obce.
Od szklarni rodziców do własnego e-commerce
Grzegorz Hyży to dziecko ogrodników – kontakt z roślinami miał od najmłodszych lat. Podczas gdy koledzy biegali na basen, on podlewał rośliny w szklarni. Poszedł śladami ojca – to samo technikum, ta sama uczelnia. Przełomowym doświadczeniem okazały się praktyki w niemieckich gospodarstwach szkółkarskich na początku lat 90., gdzie zetknął się z profesjonalnym podejściem do pracy i kultem porządnie wykonanej roboty.
W okolicach 2010–2012 roku podjął odważną decyzję – zamiast produkować tanie, stare odmiany róż (często mało odporne i chorowite), postawił na odmiany licencyjne, trzykrotnie droższe od konkurencji. To wymagało znalezienia klientów, którzy docenią wyższą jakość. Tak narodził się pomysł na obecność w internecie.
YouTube przed sklepem – odwrócona ścieżka
Co ciekawe, kanał na YouTube powstał wcześniej niż sklep internetowy. Pan Grzegorz zaczął od filmów instruktażowych – chciał po prostu przestać tłumaczyć każdemu klientowi tych samych rzeczy przez telefon. Jeden z filmów, o przycinaniu róż we wrześniu, niespodziewanie „wystrzelił” – po tygodniu miał kilkadziesiąt tysięcy wyświetleń, a dziś zbliża się do miliona.
Z czasem, na prośby widzów, zaczął tworzyć filmy prezentujące poszczególne odmiany. I choć początkowo miał opory (bał się, że zostanie posądzony o podprogową reklamę), okazało się, że to właśnie te materiały najbardziej napędzają sprzedaż – nie tylko w jego sklepie, ale w całej branży w Polsce.
Bestsellery i lekcja od edrone
Jednym z najważniejszych wniosków ostatniego sezonu była nauka myślenia w kategoriach bestsellerów. Mając ponad 400 produktów i ponad 2000 kodów SKU, Pan Grzegorz odkrył, że około 30–40 odmian generuje blisko połowę przychodów. To narzędzie edrone uświadomiło mu, jak cenne jest patrzenie na biznes oczami handlowca – a nie tylko ogrodnika.
Co decyduje o tym, że róża staje się bestsellerem? Trzy rzeczy: musi być już na rynku od kilku lat i budować rozpoznawalność, musi o niej krążyć dobra opinia wśród klientów, i coraz częściej – musi pachnieć. Co ciekawe, lista bestsellerów nie pokrywa się idealnie z listą odmian, które sam Pan Grzegorz ocenia jako najlepsze pod kątem odporności i łatwości uprawy.
Wyzwania logistyczne: trzy miesiące ciszy, a potem tysiące paczek
Specyfika branży sprawia, że przez trzy zimowe miesiące (grudzień–luty) sklep nie wysyła ani jednej paczki. W tym czasie gromadzi się kilka tysięcy zamówień, które trzeba obsłużyć w ciągu kilku-kilkunastu dni od połowy marca. To wyzwanie zarówno dla zespołu pakującego, jak i dla firm kurierskich, które wolą stały, równomierny ruch.
Sam proces pakowania roślin też wymagał lat dopracowania – około trzech sezonów zajęło wypracowanie optymalnych opakowań. Pan Grzegorz podchodzi do tego z perspektywy klienta: moment otwarcia paczki jest w 50% decydujący o zadowoleniu kupującego.
Marketing automation – od sceptyka do zwolennika
Pan Grzegorz długo opierał się przed wdrożeniem marketing automation. Kojarzyło mu się ze spamowaniem klientów i agresywną sprzedażą. Po roku korzystania z edrone przyznaje, że najlepiej działały dwa scenariusze: ratowanie porzuconych koszyków i informowanie klientów o bestsellerach.
Najnowszym odkryciem okazały się jednorazowe kody rabatowe. Kod z okazji Walentynek, ważny tylko jeden dzień (10% rabatu), potroił sprzedaż w porównaniu do dni sąsiednich. Pan Grzegorz przyznaje jednak, że ma obawy – boi się, że stali klienci nauczą się czekać na promocje zamiast kupować od razu.
Rady dla właścicieli e-commerce
Na zakończenie rozmowy Pan Grzegorz dzieli się swoimi najważniejszymi lekcjami:
- Pieniądze przychodzą przy okazji – przy okazji uczciwego traktowania klientów i robienia rzeczy dobrze.
- Buduj autorytet przez szczerość – mów o wadach produktów, nie tylko o zaletach. Tego najbardziej brakuje w internecie.
- Nie bój się testować – nie czekaj na perfekcję, rób kolejne kroki w kierunku, w którym uważasz, że powinieneś podążać.
- Buduj zespół od podstaw – nie da się wyskalować biznesu samodzielnie. Warto rekrutować ludzi bez naleciałości z branży i wdrażać ich według własnych standardów.
- Zachowaj pokorę – szczególnie w pracy z ludźmi. Kiedy wydaje ci się, że masz wszystko poukładane, wtedy najczęściej przychodzi cios z niespodziewanej strony.
⬇️ Transkrypcja (klik) ⬇️:
Marta Jabłońska (edrone) Cześć! Z tej strony Marta z podcastu Kierunek e-commerce. A moim dzisiejszym gościem jest specjalista, pasjonat i właściciel sklepu Róże ogrodowe Pan Grzegorz Hyży. Dzień dobry Panie Grzegorzu.
Grzegorz Hyży (Róże Ogrodowe) Dzień dobry Pani Marto.
Marta Jabłońska (edrone) Bardzo dziękuję za przyjęcie zaproszenia do rozmowy i mam takie pierwsze pytanie rozgrzewkowe do Pana, które róże będą w top wyborów klientów na 2026 rok? Bo przeszłam sobie przez ofertę i zakładkę na ten nadchodzący sezon. Mam swoje dwa typy, ale jestem ciekawa Pana zdania.
Grzegorz Hyży (Róże Ogrodowe) Od razu powiem tak, że to pytanie trafia w sedno i nawiązuje do rzeczy, o której chciałem powiedzieć później. I pewnie jeszcze do tego wrócę, bo ogólnie ja jako po prostu szkółkarz, a nie handlowiec, bo od tego trzeba zacząć, że i z wykształcenia, i z mojej całej ścieżki zawodowej tak naprawdę jestem ogrodnikiem, szkółkarzem. Nie patrzyłem na sprzedaż w kategorię w kategorii bestsellerów. Ogólnie sprzedaż było dla mnie czymś obcym i nawet bym powiedział takim, może to brzydko zabrzmi, ale takim trochę brudnym czymś takim niegodnym. Samo sprzedawanie kojarzyło mi się trochę z jakimś takim naciąganiem ludzi na coś, wciskaniem czegoś i myślę, że do tej pory trochę też coś takiego mam, taką jakąś taką lekką, nawet nie wiewiem, jak nazwać, taką traumę czegoś takiego, co się nazywa sprzedaż, tak to się nazywa ogólnie sprzedaż, więc nigdy nie patrzyłem na to, co robię przez pryzmat handlowca, oczami handlowca. AlAle właśnie, kiedyo się zmieniło? To się zmieniło tak naprawdę pod wpływem. Ktoś może pomyśleć, że to jest reklama, ale to nie jest reklama edrone jako narzędzie. Jedna z takich najważniejszych rzeczy po roku użytkowania tego narzędzia, która do mnie dotarła, to jest to, że funkcjonowanie całej naszej firmy opiera się na przychodach. My musimy mieć skądś przychody, żeby utrzymać zespół i tak dalej, żeby mieć pieniądze na rozwój. I skąd te pieniądze się biorą? Te pieniądze się biorą po prostu ze sprzedaży. Nie da się tego uniknąć. Musimy po prostu sprzedawać. I dopiero przeglądanie statystyk i w ogóle sposobu funkcjonowania edrone uświadomiło mi, jak cennym spojrzeniem jest popatrzeć na swój bibiznes właśnie pod okiem handlowca. I to jeszcze na dodatek skupić się na bestsellerach. Bo tak naprawdę w naszej ofercie mamy, powiedzmy tych produktów ponad 400. Samych kodów SKU, bo to są różne warianty, jest ponad 2 tysiące, a tak naprawdę myślę, że gdzieś 50% przychodów generuje jakieś 30 produktów, może 40 z tych 400. Czyli te 10% generuje większość przychodów czy powiedzmy połowę. I ta lekcja, którą właśnie edrone mi dał, sprawiła, że w ogóle zmieniłem strategię postrzegania swojego biznesu i przygotowywania się do kolejnych sezonów. Potem to wyjdzie może w trakcie rozmowy, jak, z jakimi problemami żeśmy się borykali do tej pory i tak dalej. Ale właśnie ta lekcja, że bardzo ważne są te kilka produktów, które ciągną sprzedaż i że my musimy wszystko organizować wokół siebie, żeby dostępność tych produktów była jak największa, czyli dostępność bestsellerów, musi być jak największa. I to jest największa lekcja z ostatniego sezonu dla mnie. I wniosek po prostu dla całego zespołu, który pracuje. I teraz odpowiadając już na pytanie, to zacznę tak od ogółu. Ogólnie jest tak, że podobają się róże, które są już trochę znane, czyli jeżeli wchodzimy z jakąś nowością, ona może być bardzo dobra, ale jeżeli rynek jej nie zna, to potrzeba czasu aż to się stanie jakimś wiodącym produktem czy bestsellerem. Więc ta obecność na rynku musi tam trwać kilka lat. Przynajmniej w przypadku róż. To jest jedna rzecz. Druga rzecz opinie o odmianach, które krążą jak powiedzmy, pocztą pantoflową, w dobie social mediów, to tam gdzieś na jakichś forach ludzie się wymieniają. One w bardzo dużym stopniu kształtują zapotrzebowanie na poszczególne odmiany, czyli one kształtują te bestsellery. I trzecia rzecz to jest zapach. Ludzie coraz częściej zwracają uwagę, że róża powinna pachnieć. Czyli mamy takie rzeczy, że musi być już trochę znana, musi pachnieć i musi się o niej dużo mówić. To jest czynnik, który decyduje o bestsellerze. I wcale, bo ja znowu wracam do tego, że ja patrzę na wszystko oczami właśnie bardziej szkółkarza i ogrodnika. Ja zwracałem troszkę na inne cechy do tej pory uwagę i jeżeli porównuję bestsellery, te, które są bestsellerami za powiedzmy ostatni sezon, a porównuję to z jakąś moją listą stworzoną sobie w głowie najlepszych odmian, które ja oceniam jako najlepsze, to to nie są zawsze te same. Tam są rozbieżności, część się pokrywa, ale są rozbieżności, dlatego że ja zwracam uwagę na takie cechy typowo praktyczne. Czyli dla mnie najważniejszą rzeczą w przypadku róż jest odporność i łatwość w uprawie. Czyli sadzimy przy minimum pracy mamy jak najdłuższe kwitnienie, jak najlepiej wyglądającą roślinę przez jak najdłuższy czas. I ten zapach, ten czynnik zapachu jest tam jakimś którymś tam z kolei nie najważniejszym. Natomiast w przypadku klientów bardzo często ten zapach wychodzi na pierwsze miejsce. No i w związku z tym w tych bestsellerach znajdują się często róże właśnie pachnące albo róże bardzo długo kwitnące, niekoniecznie pachnące. Te dwie grupy tak ogólnie dominują. No i jeżeli ja miałbym mówić o bestsellerach, to cała grupa róż pachnących nazwana Parfuma. Tam jest taka odmiana Herzog Christiana jak Graf Indiana, to to są te bestsellery. Oprócz tego bestseller, tak jak powiedziałem, potrzebuje czasu, więc teraz mamy wśród bestsellerów takie odmiany, których ja już nie oceniam bardzo dobrze. One były kiedyś bardzo fajnymi odmianami. Natomiast teraz w porównaniu do innych trochę straciły, ale tą siłą rozpędu, poprzez to, że się o nich mówi, że się ludzie wymieniają zdjęciami na różnych forach, bo już je mają w swoich ogrodach, to mogę wymienić jak pomponella, maxi vita. To są takie róże, które właśnie tą siłą rozpędu, przez to, że już są na rynku dość długo, one cały czas się zakorzeniły, zakotwiczyły. W głowach klientów krąży ta opinia o nich i ludzie ich poszukują. Więc to takie moje typy.
A Pomponella się nam zgadza, bo wczoraj jak rozmawiałam z mamą, że będę z Panem nagrywała odcinek dzisiaj i oglądałyśmy sobie też stronę, Państwa sklepu, to Pomponella bardzo naszą uwagę przyciągnęła, bo to jest naprawdę piękna róża. I czy ona też wspaniale pachnie?
Ona nie pachnie jakoś tak mocno. W ogóle jakbym zaczął wchodzić w szczegóły, to ja bym jej nie nie umieścił w swoich w swoich top 10 nawet. Dlatego, że ogólnie jestem bardzo krytyczny do wszystkiego, co mnie otacza. Krytyczne myślenie uważam, że jest najważniejszym, najcenniejszym elementem, w który nas natura wyposażyła i dobrze sobie go rozwijać. Ja zawsto, cok patrzę na to co oferuje, to to jest może takie zboczenie zawodowe, że w pierwszej kolejności staram się zobaczyć te wady i zadać sobie pytanie, czy one mi bardzo będą przeszkadzać. I w przypadku Pomponelli to na przykład wadami jest to, że ona późno zakwita, jest jedną z późniejszych odmian i czasem jest trochę za duża. Wszystkie pozostałe są ok. Aha, no i ten zapach jest słabiutki w przypadku Pomponelli. Ja bym szukał do swojego top 10 troszkę innych odmian, które by wcześniej zakwitały i które by nie rosły zbyt dużo. Ja mam też jakąś taką. Zafiksowany jestem na to, że lubię róże kompaktowe i zresztą te nasze ogrody ostatnio najczęściej są ogrodami, niedużymi. Wobec tego nie mamy tak naprawdę miejsca za wiele albo niewiele osób ma na tyle miejsca w ogrodzie, żeby sadzić duże róże. Więc ja cały czas uważam, że róże kompaktowe są cenniejsze niż te olbrzymy. Więc tak to wygląda. Natomiast Pomponella zachwyca. Są róże, które są bardzo fotogeniczne i Pomponella jest jedną z tych róż bardzo fotogenicznych. Ma długi okres kwitnienia i dobrze sfotografowana. Nawet nawet nie trzeba się dużo przyłożyć, żeby zrobić takie zdjęcie, które się wrzuci tam na jakiś swój profil, że ono będzie zachwycać innych. I ta fotogeniczność tej odmiany sprawia, że ona się stała tak popularna.
Wspominał pan, że takie Pana główne doświadczenia to są szkółki?
Tak.
I czy mógłby Pan opowiedzieć o początkach swojej kariery? I też jak się to stało, że. ze szkółki zdecydował się Pan otworzyć sklep internetowy.
Moje doświadczenia z szkółkarstwem i z ogrodnictwem wzięły się z tego, że po prostu byłem dzieckiem ogrodników. Jestem dzieckiem ogrodników i w związku z tym teraz to jest może mniej popularne, ale wtedy, kiedy ja byłem dzieckiem, to naturalną rzeczą było to, że dzieci pomagały swoim rodzicom. Więc ja jak gdyby kontakt z ogrodnictwem miałem od najmłodszych lat. Ja pamiętam, że były wakacje, moi koledzy szli na basen, a ja podlewałem rośliny gdzieś tam w szklarni. Nie, nie mogłem tego za bardzo znieść. Buntowałem się trochę. Ale z biegiem czasu doceniam ten czas, bo on kształtował charakter trochę i takie poczucie obowiązku. W pewnym momencie moi rodzice jak gdyby skoncentrowali swoją produkcję też na różach, tylko na różach ciętych, oferowanych głównie do kwiaciarni. I też długi czas się tym zajmowałem. Już na etapie szkoły w jakiś taki naturalny sposób zdecydowałem, że po prostu chcę podążać tą ścieżką, którą kiedyś tam podążał mój tata. Czyli chodziłem do tego samego technikum co mój ojciec i chodziłem na te same studia, do tej samej uczelni, w tym samym mieście co mój ojciec. Mimo tego, że było to daleko od miejsca, w którym mieszkałem. Jednocześnie ten kontakt cały czas z tymi roślinami spowodował, że w pewnym momencie tam, powiedzmy już w czasach technikum, zacząłem wyjeżdżać na praktyki takie powiedzmy do pracy, na wakacje właśnie za granicę. To, co wydaje mi się, że wtedy nastąpiło, to zasianie takiego ziarna szkółkarstwa, że tam pracowałem właśnie w gospodarstwach szkółkarskich, niemieckich. I to był początek lat 90. I tam zachwyciłem się jakimś takim profesjonalnym podejściem w ogóle do pracy, Taki kult porządnie wykonanej roboty. To był taki kontrast między tym, co było wtedy w Polsce. Nie. I wydaje mi się, że to były te momenty, które zadecydowały potem o tych moich wyborach i dalszej drodze życiowej. Natomiast kiedy podjąłem decyzję o tym, żeby powiedzmy, nie tylko produkować, ale też sprzedawać w internecie. Był taki moment, że jeszcze muszę wrócić do historii trochę, bo ogólnie produkcja róż, takich ogrodowych róż w Polsce przez no, ostatnie powiedzmy 50 lat nie miała nic wspólnego z tym, co jest teraz. Produkowaliśmy odmiany tak jak się produkuje powiedzmy rośliny nie mając świadomości, albo często nie chcąc mieć świadomości o tym, że współczesna odmiana to jest produkt chroniony prawem autorskim, wymaga opłat licencyjnych. I żeby tego unikać. Większość szkółek w Polsce produkowała stare odmiany wolne już od tych opłat licencyjnych. One miały tą przewagę, że można było je tanio oferować na rynku. Czyli większość szkół zdiagnozowała, że rynek oczekuje tanich roślin, tanio, tanio, tanio. Natomiast one miały jedną też dużą wadę. Mianowicie najczęściej 95% czy 99% nawet z tych odmian to są odmiany, które są mało odporne. One są chorowite, czyli sadzimy je w ogródku powiedzmy do pierwszego czerwcowego kwitnienia. Wszystko wygląda fajnie, cieszymy się pierwszym kwitnieniem, a w lipcu zaczynają się problemy, bo ta róża gubi liście, czarna plamistość i tak dalej. I mamy od powiedzmy od sierpnia do końca jesieni. Mamy gołe patyki, czasem gdzieś jakieś kwiaty. No i strasznie mnie to bolało, denerwowało. No i trzeba było podjąć decyzję, czy podążam tą drogą, czy jednak wybieram taki kierunek, że wchodzę w odmiany licencyjne i za namową też kolegi. On mnie tak lekko pchnął do tej decyzji. Zasugerował. No i z perspektywy czasu to się wydaje śmieszne, bo w pierwszym roku tam myśmy zaokulizowali, czyli rozmnożyliśmy jakieś tam 5000 tych roślin licencyjnych. To był gdzieś rok 2010 czy 2012. No i jak już te rośliny były gotowe do sprzedaży, no to pojawił się taki problem, że ja mam rośliny trzy razy droższe niż moja konkurencja. Jak to sprzedać? Jak? Żeby żeby na tym nie stracić? No i na to się nałożyło jeszcze, jeszcze jedna rzecz. Kiedyś jadąc samochodem słucham różnych audycji i usłyszałem takie jedno zdanie, które mi zapadło w głowę. Przypomnijmy, że to był rok gdzieś 2010, 15 lat temu, że jeżeli nie ma Ciebie w internecie, w biznesie, to nie istniejesz. I tak z tą myślą tak sobie chodziłem, chodziłem, chodziłem i stwierdziłem, że no to dobrze, jak? Co zrobić, żeby być w tym internecie? I mniej więcej równolegle już nie pamiętam, co było pierwsze. Zacząłem najprostszą rzeczą, żeby być w internecie, żeby nie budować strony internetowej i tak dalej. Było sobie otworzyć kanał na YouTube. To była najprostsza rzecz. Nie wymagała żadnych kosztów. Bezkosztowa. Dobra, po co mi był kanał na YouTube? Po to, że miałem też świadomość, że wielu klientów, nawet kupując bardzo dobrą odmianę, popełnia mnóstwo takich prostych błędów w pielęgnacji, które skutkują tym, że ta odmiana nie daje pełnego potencjału, że oni nie osiągają tych efektów w ogrodzie, który mogliby osiągnąć, gdyby tylko troszeczkę zmienili sposób pielęgnacji. Więc stwierdziłem, że skoro to jest takie proste, to ja sobie zamiast każdemu klientowi tłumaczyć w kółko i to samo i tracić pół godziny na rozmowę z każdym klientem, co po całym dniu pracy człowiek jest no jak wyprany, jak? No nie nadaje się do niczego. Stwierdziłem, że ja sobie nagram to, co chciałbym im powiedzieć i takim klientom będę ich odsyłał do tych nagrań, żeby oni sobie sami mogli odtworzyć, kiedy będą chcieli. Taki był początek tego kanału i wtedy mniej więcej też stwierdziłem skoro moje produkty są droższe niż te na lokalnym rynku, to ja muszę poszukać innych kanałów sprzedaży. Takiego miejsca, w którym znajdą się ludzie, którzy docenią to, że mają produkt lepszy i będą w stanie za niego zapłacić trochę więcej. No i tak powstał sklep. No i to potem już się zaczęło iść razem.
A widzi pan to? Bardzo mnie to zaskoczyło, bo ja byłam przekonana, że najpierw był sklep, a potem był YouTube.
No właśnie, właśnie trochę odwrotnie. Odwrotnie tam chodziło. To wynikało z tego, że tak jak mówię, jako szkółka ani nie byłem handlowcem, ani nie był informatykiem. I jak gdyby ta bariera wejścia wydawała mi się olbrzymia do tego, żeby stworzyć sklep. Zresztą najpierw żeśmy nie stworzyli sklepu, tylko najpierw żeśmy zbudowali zwykłą stronę, w której żeśmy prezentowali odmiany i nie dało się ich tam kupić, tylko trzeba było zadzwonić, złożyć zamówienie i ewentualnie w ogóle. Jeszcze pomysł był taki, że przez to, że jestem tym szkółkarzem to ja chciałem mieć jak najmniej do czynienia z klientem detalicznym, ja chciałem obsługiwać klientów hurtowych. I sobie wymyśliłem, że ta moja strona pokazująca te odmiany, będzie ona będzie komunikować jednocześnie do klientów indywidualnych, ale i do klientów hurtowych.
I ja będę po prostu obsługiwał tam, nie wiem, 10, 12, 15 klientów hurtowych, a nie tysiące klientów indywidualnych i dzięki temu będę miał łatwiej, prościej i szybciej będę się pozbywał towaru, wypychał ten towar, który wyprodukowałem. Natomiast życie szybko nauczyło mnie pokory, bo mimo tego, że nastawienie się na klienta detalicznego wiąże się z olbrzymią pracą, którą trzeba wykonać w zakresie obsługi nakładów pracy i tak dalej, i tak dalej, to daje ono pewną stabilność, a kilku dużych klientów hurtowych. Ta współpraca może się układać bardzo fajnie przez kilka lat. Natomiast wystarczy, że jeden z nich z jakiegoś powodu niekoniecznie zależnego ode mnie, znajdzie gdzieś tańszą ofertę czy coś powie stop, to może się to wiązać z dużymi, olbrzymimi problemami dla mnie. No i dlatego dosyć szybko zmieniłem strategię, że jednak ten cel indywidualny jest bezpieczniejszy. Mimo tego, że jest bardziej wymagający, to wolę w tym kierunku iść.
Miałam pytania o YouTube’a troszkę później zaplanowane, ale skoro już jesteśmy przy tym temacie. Udało się tam Panu zbudować naprawdę super społeczność, bo oglądałam sobie i dłuższe odcinki, i shortsy. Tam pojawiają się komentarze od klientów. Nawet widziałam, że oni między sobą się wymieniają czasami poradami dotyczącymi uprawy roślin i rozumiem, że kanał pełni taką rolę edukacyjną obok strony. Pytanie czy zauważa Pan, że ci klienci z YouTube’a cały czas spływają do sklepu? Czy ten ruch jest taki płynny?
Już powiem, jak to wygląda, ogólnie przez większą część, albo inaczej dłuższy przez dłuższy czas. Na początku, jak uruchomiliśmy ten kanał i wrzucaliśmy te filmiki, to to były filmiki tylko i wyłącznie instruktażowe, poradnikowe, co zrobić lub czego nie robić, jakich błędów nie popełniać. I tak jak powiedziałem na początku, że mam taki opór przed sprzedażą, przed handlem. Broniłem się przed filmami, które jakby prezentują konkretne odmiany, uważałem, że to będzie jakaś taka podprogowa reklama, że to będzie trochę nieuczciwe, że klienci mogą mi zarzucić, że przez kanał chcę promować swój sklep i unikałem tego. Jeszcze wrócę do samego kanału. Ten kanał rozwijał się bardzo, tak przez pierwsze kilka lat, bardzo powoli. Tam dosłownie może było półtora tysiąca do dwóch tysięcy subskrybentów. Oni byli zainteresowani tym tematem i te filmy dla nich robiłem. I w pewnym momencie doszedłem do wniosku, że stworzę taką serię filmów, która pokazuje pielęgnację róż miesiąc po miesiącu. No i zacząłem to robić i tak dalej. I pamiętam jak dziś, że był wrzesień i stworzyłem taki film o tym, bo widziałem inny film na innym kanale o tym, jak jakiś facet przycinał róże we wrześniu. Jest to moim zdaniem olbrzymi błąd, dlatego, że może spowodować wiele tam komplikacji. No ja sobie myślę nie, ja muszę zrobić film, który pokaże ludziom, żeby tego nie robili i w ogóle co powinni robić, a czego nie powinni robić we wrześniu. I stworzyłem właśnie taki film o tym, czy przycinać róże, nie przycinać róży. We wrześniu wrzuciłem go jak normalnie takie filmy miały tam, no nie wiem, po tygodniu, tysiąc, dwa czy trzy tysiące wyświetleń. Tak, pamiętam, że ten film po tygodniu miał chyba 40 tysięcy wyświetleń czy jakieś 80 tysięcy wyświetleń. Wiem, że on on ma teraz blisko milion wyświetleń. I wtedy to był dla mnie taki szok, że jakiś algorytm z jakiegoś powodu nieznanego mi zdecydował o tym, że ten film zobaczyło tak wiele osób. To była jedna rzecz. Druga rzecz była taka, że wiele tych filmów na początku było fatalnej jakości. Był fatalny dźwięk, bo to było wszystko nagrywane telefonem i tak dalej, a mimo to ludzie to oglądali. A największym największy zarzut z mojej strony Teraz jak z perspektywy czasu na to patrzę, to to były za długie filmy. Były strasznie długie. Ja uważałem, że takie filmy długie. Zresztą wszyscy mądrzy ludzie od YouTube’a powiedzieli, że nie, to nie ma sensu, rób krótkie filmy. No i potem zacząłem robić trochę krótsze formaty i się okazało, że wcale nie, że ludzie chcą tych dłuższych. Niektórzy. Więc to nie jest do końca takie proste. Czego oczekuje nasz nasz widz. W czasie tych filmów o pielęgnacji, tam pojawiały się w ciągu sezonu odmiany jak te, które u mnie tam rosły, to je pokazywałem na podstawie ich, mówiłem o tej pielęgnacji i w komentarzach zaczęły się pojawiać takie wnioski, że oni by chcieli więcej usłyszeć o poszczególnych odmianach. I wtedy zacząłem robić filmy takie krótkie, dotyczące prezentacji poszczególnych odmian. Tak jak na początku miałem taki opór, że ludzie mogą to źle przyjąć. Tak się okazało, że ludzie przyjęli to bardzo dobrze. Mało tego, oni chcą jeszcze więcej, chcą jeszcze więcej sprawdzonych informacji z takiego moim okiem, moim okiem. Spojrzenie na odmianę. Nie to co wyczyniają w internecie odmianach, tylko moje spostrzeżenia osobiste. I to moim zdaniem właśnie te filmy, krótkie, przedstawiające odmiany przełożyło się bardzo mocno na wypromowanie wielu odmian nie tylko u mnie w sklepie, ale w ogóle w Polsce. Bo może to zabrzmi trochę nieskromnie, ale wydaje mi się, że ja robię robotę, na której korzystam nie tylko ja i mój sklep, ale na której korzystają też inni szkółkarze w Polsce dlatego, że jeżeli jest jakaś odmiana, która staje się, która jest ogólnie dobra i ona staje się popularna, to to nakręca sprzedaż. Nie tylko w moim sklepie, ale praktycznie we wszystkich sklepach, które tą odmianę oferują. Więc można powiedzieć, że troszeczkę za darmo nakręcam sprzedaż swojej konkurencji czy tam innym innym ludziom. No ale niestety tak to wygląda. Nie będę z tego powodu płakał. No tak jest i koniec. Ale w czym był problem? Problem był taki, że jak zaczęły się pojawiać te bestsellery wynikające z tych filmów o tych odmianach, to się bardzo szybko okazało, że my nie jesteśmy do tego przygotowani, że u nas wyprzedaje się jakaś odmiana. Znowu, ja nie jestem handlowcem. Bardzo często nawet nie miałem świadomości tego, że tej odmiany u nas już nie ma. Ja szedłem, podobała mi się jakaś odmiana. Robiłem o niej film, mimo tego, że ona nie była u nas niedostępna i wrzucałem. Klienci byli źli, bo nie mogli kupić, ale inni, inne sklepy, które miały tą odmianę mogły na tym zarobić. To jest właśnie znowu to moje podejście, nie handlowca. I powiem szczerze, że borykaliśmy się z tym problemem ładnych parę lat, że nie byliśmy w stanie jak gdyby dopasować skali produkcji do zapotrzebowania. I to był główny czynnik ograniczający nasz rozwój, że brakowało nam mówiąc krótko, towaru. I nad tym powiedzmy ostatnie trzy lata to była praca nad tym, żeby tak wszystko poukładać, żeby tych okresów, kiedy brakuje nam towaru, było jak najmniej, albo je najlepiej całkowicie wyeliminować.
Brak towaru to jeden z problemów. A ja też mam takie pytanie, bo róże to nie jest łatwy towar do wysyłki i też zakładam, że nie o każdej porze roku można je wysłać do klientów, bo jak my nagrywamy naszą rozmowę, jest luty i jest temperatura na minusie, a wiadomo, że kurierzy działają jak działają. No i tutaj pytanie jak sobie z tym radzicie logistycznie, z tą sezonowością sprzedaży?
I powiem tak to jest jeden z problemów, który możemy jak gdyby staramy się minimalizować. Natomiast nie jesteśmy w stanie go wyeliminować całkowicie, bo wygląda to w ten sposób, że w takich okresach, powiedzmy no, my to mamy także w grudniu, styczniu, w lutym nie wysyłamy roślin, czyli trzy miesiące, kiedy nie wysyłamy roślin, w grudniu nawet nie mamy sprzedaży z różnych takich technicznych aspektów. W ogóle jakby nie można złożyć zamówienia u nas w grudniu. Natomiast już w styczniu i lutym klient może składać zamówienie, ale ono wpada w kolejkę i wysyłka tych zamówień rozpoczyna się wtedy, kiedy warunki atmosferyczne na to pozwalają. Czyli tak naprawdę w połowie marca, wtedy, kiedy wiemy, że już jest w miarę pogoda stabilna, że można wejść po prostu do ogródka i coś zrobić.I jakie to generuje problemy? Generuje to problemy takie, że przez te dwa, dwa i pół miesiąca zimowe nazbiera nam się tam ileś tysięcy zamówień, na które klienci czekają i chcą je otrzymać jak najszybciej, wtedy, kiedy już się da cokolwiek w ogródku robić. Czyli mamy przykładowo mamy połowę marca, mamy 5000 zamówień do wysłania, co zakładając no zajmie nam około tam 10 dni roboczych. I dopiero po tych 10 dniach my wychodzimy jakby na bieżąco. Czyli. A co jest ważne? Klient Ja to całkowicie rozumiem. Chce złożyć zamówienie i jak najszybciej mieć towar u siebie. Tak żeśmy się nauczyli po prostu, że tak działa internet. Natomiast w przypadku roślin no nie zawsze tak może być. W związku z tym naszym największym wyzwaniem jest to, żeby ta cała organizacja pakowania, przygotowania, kompletowania zamówień ona była jak najszybsza, możliwie jak najbardziej zautomatyzowana, generująca jak najmniej błędów. Więc to po naszej stronie jest zorganizowanie tego zespołu, który to robi. Ale wyzwaniem też jest jak gdyby przepustowość kurierów. Dlatego, że z punktu widzenia kuriera najlepiej mieć takiego klienta, który wysyła tam powiedzmy codziennie po 100 paczek przez cały rok równo. Wszystko fajnie można sobie zorganizować, ale jak mamy klienta takiego, który przez 3 miesiące nie wysyła nic, a potem nagle zaczyna wysyłać po 500-700 paczek dziennie, no to im to też troszkę dezorganizuje pracę. No i przerobiliśmy tych różnych współprac kilka. Z jednymi się układa to lepiej, z drugimi gorzej. Dużo zależy od powiedzmy od lokalnego tutaj opiekuna czy, czy czy nawet dyspozytora na na poszczególnym magazynie. Na ten moment mogę powiedzieć, że mamy to w miarę w miarę ogarnięte i jesteśmy dosyć zadowoleni ze współpracy.
A kwestia samego pakowania roślin. To też zajęło Wam jakiś czas, żeby znaleźć najlepszą metodę na to, żeby te rośliny docierały całe zdrowe i później mogły szczęśliwie rosnąć u klientów?
Powiem tak, pomimo tego, że nie jestem handlowcem, to jestem klientem i wiem jak mniej więcej wygląda, kiedy dostaję jakąś przesyłkę, którą zamówiłem. Szczególnie kiedy ona jest jakoś mocno emocjonalnie związana, powiedzmy z moim hobby. Moim hobby jest rower, więc Wiem jak kupuję jakieś coś do roweru, jak bardzo czekam na tą przesyłkę i jakie emocje towarzyszą mi, kiedy ją otwieram. Wobec tego mam świadomość, że to zadowolenie klientów lub niezadowolenie. Ono się zaczyna w momencie otwierania paczki i ten moment, w którym klient otwiera tą paczkę i doświadczenie jakie mu towarzyszy w tym momencie jest moim zdaniem w 50% decydujące o tym, czy on będzie zadowolony, czy on nie będzie zadowolony. Już pomijam jakość produktu i tak dalej, i tak dalej. Ten moment jest bardzo ważny. W związku z tym bardzo ważne jest to, żeby produkt do klienta dotarł w jak najlepszej kondycji. Żeby tak się stało, to trzeba wykonać bardzo wiele rzeczy. Każdy, kto prowadzi sklep online wie, że to nie jest takie proste. Dużo łatwiej się powiedzmy pakuje jakieś modowe rzeczy, ciuszki i tak dalej. Gdzie to wystarczy, wrócimy do woreczka i to się nie zniszczy. Natomiast w przypadku roślin no jest to wyzwanie.Wobec tego samo dopracowanie tych opakowań zajęło nam. No, myślę, że jakby trzy sezony, że wyciągaliśmy wnioski na podstawie jakichś tam błędów i tak dalej, ale już od dłuższego czasu mamy to dobrze dopracowane. Jeszcze w przypadku róż jest tak, że jak gdyby mamy dwa warianty ogólne, takie dwa warianty tego produktu. Teraz, jesienią i wiosną wysyłamy produkt stosunkowo łatwy do wysyłki, bo tak zwany to jest róża wykopana z gruntu z gołym korzeniem. Ona jest i lekka i nie ma tam liści, jest jakby w takiej hibernacji i rzeczy, które mogą. Czynniki, które mogą wpłynąć negatywnie na tą roślinę, jest ich bardzo mało i jest to dosyć odporny produkt. Natomiast wtedy kiedy zaczyna się sezon wegetacyjny i do oferty wchodzą nam rośliny w doniczkach w pełnym ulistnieniu lub kwitnące, no to te problemy jeszcze narastają, dlatego, że mamy cięższe rośliny, każda roślina musi być osobno spakowana. Tych paczek się przez to generuje więcej. Dla nas jest to jeszcze większe wyzwanie do tego, żeby tak spakować produkt i dopilnować wszystkiego, żeby on w momencie, kiedy ten klient będzie otwierał, żeby on wyglądał jak najlepiej. Ale wydaje mi się, że zresztą no, mamy feedback od klientów, że raczej robimy to dobrze, pomimo tego, że no, kurierzy, mówiąc delikatnie, mają w nosie, co jest w paczce. I my musimy mieć to na uwadze, że nawet jeżeli kurier bardzo nie lubi swojej pracy i albo ma bardzo zły dzień, no to on nie zrobi krzywdy temu, co jest w środku.
Jasne. A jacy klienci u Was najczęściej kupują? Czy to są doświadczeni ogrodnicy, Czy to są osoby początkujące, które dopiero zaczynają swoją przygodę z uprawą róż.
Ja powiem tak. I tacy i tacy. Ci doświadczeni biorą się z tego, że. Wydaje mi się, że akurat z tego jestem bardzo zadowolony, że mamy coś takiego, że ta powtarzalność zakupów przez tych samych klientów w naszym sklepie jest duża. Czyli bardzo ci klienci do nas wracają i w związku z tym ta rośnie, ta pula tych klientów, którzy mają świadomość już, co kupują, jak się tym zaopiekować i tak dalej, ale cały czas jeszcze i na tym też nam zależy, żeby tą pulę klientów powiększać. Wobec tego też trafiają do nas osoby, które no pierwszy raz jak gdyby nie tylko różą się zajmują, ale w ogóle z roślinami miały mało wspólnego. Ale nawet jak miały z roślinami, to powiedzmy z jakimiś tam balkonowymi troszeczkę inaczej się pielęgnuje. Róża jest czymś nowym dla nich. Często tacy klienci są jeszcze bardziej podekscytowani. Oni jeszcze bardziej to przeżywają, bo to jest pierwszy raz i tak dalej. No i musimy robić wszystko, żeby ten klient oprócz dobrego produktu dostał wszystko, co potrzebuje do tego, żeby ten efekt po posadzeniu był jak najlepszy. W związku z tym i w momencie wysyłki dostaję, dostaję linki do filmów, dostaję maile z wskazówkami pielęgnacyjnymi, dostaję książeczkę w paczce z tym jak się zaopiekować tą rośliną, więc staramy się, żeby i ci i ci byli zadowoleni.
Myślę, że to jest dobry moment, żeby zahaczyć o marketing automation i właśnie o komunikację z klientami. Jakie scenariusze się sprawdzają? Ale myślę, że na początek pytanie w którym momencie zdecydowaliście się na to, żeby to narzędzie Wprowadzić?
Wrócę ogólnie do początków funkcjonowania sklepu, bo teraz z perspektywy czasu to niektóre rzeczy się wydają śmieszne. Jak się zaczynało, wiele rzeczy robiło się powiedzmy na czuja, ale z czasem trzeba było jakby troszeczkę profesjonalizować pewne działania albo mieć pewność, że to co robię jest słuszne. I żeby mieć tą pewność, no to od czasu do czasu zlecaliśmy jakieś tam audyty czy jakieś konsultacje, żeby ktoś z boku spojrzał na nasz biznes innym okiem i i wskazał te obszary do poprawy. No i tam przez szereg lat tych tych różnych audytów czy spotkań było wiele i szczególnie te osoby, które jak gdyby są właśnie sfokusowane na handel, są handlowcami lub szkolą handlowców. Ja zawsze miałem z nimi właśnie ten problem, że że to był trochę dla mnie inny świat. Zawsze po takich szkoleniach czy konsultacjach miałem takie wrażenie, że ci ludzie nie rozumieją mojego biznesu, że oni mówią o czymś innym, a ja mówię o czymś innym. Najprostszy problem był taki, że żeby było jasne ja nie mówię, że te szkolenia były złe, tylko że te szkolenia dotyczyły jak gdyby tylko pewnego wycinku funkcjonowania naszej firmy jako całości, bo my de facto jesteśmy producentem. To jest jeden obszar działalności.Produkujemy róże, jesteśmy hurtownią dla tych róż, czyli obsługujemy klientów hurtowych, jesteśmy szkółką, która sprzedaje na miejscu i jesteśmy sklepem internetowym. Czyli ten sklep internetowy to jest jednak jedna z czterech działalności. A te wszystkie szkolenia, w których uczestniczyłem, one były jakby skierowane do ludzi, którzy zajmują się tylko handlem, czyli mają magazyn czy nie mają magazynu, zakupują towar i mają go tylko sprzedać. Więc te działania głównie opierały się, co zrobić, żeby mieć jak najwięcej klientów, żeby mieć jak największą sprzedaż. No i zawsze się to właśnie rozwijało. Z tym, że Ty tak mówisz prosto. Wszystko się wydaje takie proste, ale nie masz świadomości, z jakimi problemami my się borykamy, że cykl produkcji u nas trwa półtora roku, że jeżeli półtora roku wcześniej nie przewidzimy poziomu sprzedaży, to ten produkt nam się skończy za szybko. I tak dalej, i tak dalej. Więc tych problemów było dużo, ale jedna z właśnie z takich wskazówek ludzi od handlu było to, że no gdzieś ten marketing automation się zawsze przewijał, przewijał, przewijał, przewijał i mnie się to kojarzyło przez długi czas to słowo kojarzyło mi się po prostu z mailingiem, czyli komunikacja przez e-maile i tak dalej, i tak dalej, czego ja nie byłem fanem i długo myślałem, że dobra, mówicie tak, macie prawo do tego mówić, ja wiem swoje, robię sobie po swojemu, nie potrzebuję tego. Po jakimś czasie zakiełkowało mi w głowie coś takiego, że ok, a może warto tego spróbować, zobaczyć, przetestować? Tak sobie pomyślałem, że dam sobie rok czasu i zobaczę jak przez ten rok wpłynie to na poziomy sprzedaży i tak dalej, i w ogóle na funkcjonowanie całej firmy. Wcześniej tam czytałem, dowiadywałem się o różnych tych systemach, ale akurat tak się złożyło, że ktoś, jakiś handlowiec edrone do mnie zadzwonił. Była jedna rozmowa, potem druga rozmowa, potem trzecia rozmowa. Ja, jak mówię, byłem bardzo krytyczny i zawsze widziałem więcej minusów niż plusów. Bałem się czegoś takiego i do tej pory się boję. To jest jeden z największych obaw o to narzędzie, jakim jest edrone. Bałem się o spamowanie po prostu klienta, o zarzucanie go wiadomościami, których on nie potrzebuje. Nie chcę i takiego efektu, że czuję się jakby zaszczuty przez tego sprzedawcę i myślę, że to był gdzieś listopad 2024, jeśli dobrze pamiętam. Zaczęliśmy tam działania robić tak, żeby wystartować gdzieś w styczniu, w styczniu 2025 i tak żeśmy chyba w styczniu wystartowali 2025, czyli minął już pełen rok tego, tego narzędzia. I po tym roku, czyli powiedzmy gdzieś pod koniec ubiegłego roku, ja sobie tak zacząłem, no, powiedzmy, już tam w październiku zacząłem się zastanawiać, czy ja jestem zadowolony z tego narzędzia, czy nie jestem zadowolony z tego narzędzia. Ale jeszcze bardziej zacząłem sobie zadawać pytanie, ponieważ to jest drogie narzędzie. Z mojego punktu widzenia jest to narzędzie dosyć kosztowne i zacząłem sobie zadawać pytanie, czy ja to narzędzie wykorzystuję w optymalny sposób. I moja odpowiedź była, że nie. Dlaczego nie? Dlatego, że żeby wykorzystywać edrone w taki pełny sposób, żeby wycisnąć z niego 100%. Trzeba poświęcić trochę czasu na nauczenie się tego, chociaż to jest dosyć proste i wiele instrukcji, wiele szkoleń, filmików. To pomaga opanować dosyć szybko, ale ważniejsze od tego jest, żeby właśnie wpaść na takie mechanizmy komunikacji z klientem, żeby one były dla klienta wartościowe i żeby one też zachęcały do działań na stronie nie tylko kupna najlepiej kupna, ale do jakichś działań na stronie. Wobec tego, żeby żeby to zrobić, trzeba poświęcić trochę czasu. To nie znaczy, że trzeba siedzieć codziennie tam po kilka godzin, ale moim zdaniem regularność opiekowania się edrone jest bardzo ważna i po naszej stronie brakowało zasobów po prostu, brzydko mówiąc, zasobów ludzkich, które mogłyby się tym zająć, tak jak to powinno być. Myśmy uruchomili kilka tam scenariuszy na początku i praktycznie można powiedzieć,ja jako że w zimie mam trochę więcej czasu, no to tam powiedzmy tam w styczniu, w lutym ubiegłego roku sobie tam przygotowałem kilka newsletterów. Był taki plan, że będę co dwa tygodnie wysyłał jakiś newsletter, taki szkoleniowo informacyjny. No ale jak to życie jest, że sprawy pilne wypierają te ważne, Więc te moje sprawy pilne, pilne obowiązki wyparły te ważne, czyli opiekę nad edrone. I ten edrone działał u nas w zasadzie w takiej okrojonej wersji, tylko tych automatyzacji, które były zrobione na początku i i mało tego, że on tak działał, to ja nie analizowałem, nie miałem czasu, nie miałem ochoty, nie analizowałem tych wyników tak, jak powinno się analizować, czyli powiedzmy raz w miesiącu sobie usiąść nawet z kawą, z herbatką poświęcić godzinkę, półtorej na przeanalizowanie, na wymyślenie pewnych nowych scenariuszy, pewnych pomysłów. Nie robiłem tego i powiedziałem tak. Ja się zastanawiam, czy z tego zrezygnować, bo są dwie opcje. Albo zacznę wykorzystywać w 100% potencjał tego programu, albo zastanowię się, czy z tego nie zrezygnować, nie przeanalizuję wyniki i tak dalej. Problem mój polega na tym, że ten ubiegły sezon 2025 to był dla nas najlepszy sezon w historii. Mieliśmy wzrosty gdzieś około 50% do poprzedniego roku, który też był najlepszy tam do tej pory, ale ten wzrost był duży i ten wzrost przychodów był duży. I teraz bardzo trudno mi jest odpowiedzieć na pytanie, jakie czynniki wpłynęły na taki wzrost, wzrost tych przychodów. Wydaje mi się, że najbardziej na to wpłynęło to, że popracowaliśmy nad dostępnością produktów. Już zrobiliśmy duży progres w ubiegłym sezonie, że ta dostępność produktów była większa. To jest jedna rzecz. A druga rzecz, no to właśnie oddziaływanie edrone. Jeśli chodzi o to, jakie scenariusze to najlepiej działały, no to wtedy, kiedy myśmy to robili na tym pełnym automacie, to wydaje mi się, że dwa scenariusze najlepiej działały. Jeden scenariusz to jest ratowanie porzuconych koszyków, ale jeszcze lepsza rzecz wydaje mi się to był właśnie ten scenariusz, który informował klientów o bestsellerach. I to właśnie uświadomiło mi, że oparcie się na bestsellerach, ta strategia działania na bestsellerach, która jest w przypadku szkółkarstwa właśnie trudna, dlatego że u nas cykl produkcji rośliny trwa półtora roku, że poświęcenie dużo wysiłku na to, żeby to zrozumieć, przygotować się do tego, żeby mieć stany magazynowe ustawione pod hipotetyczną, hipotetyczne zapotrzebowanie klienta, ze szczególnym uwzględnieniem Top 50, że to jest klucz i można powiedzieć, że od powiedzmy dwóch sezonów nad tym się skupiamy. Ale teraz jeszcze bardziej ostatnie, powiedzmy pół roku to jest jeszcze większy wysiłek na to, żeby analizować te sprzedaże, tych top 50, analizować produkcję, przygotowanie do produkcji. Bo ten scenariusz bestselerów moim zdaniem on jest najlepszy, najwięcej najwięcej daje. Ostatnio jeszcze zauważyłem jedną rzecz mając tą świadomość, że nasze zasoby w zespole są za małe. Od jakiegoś czasu dążyłem do tego, żeby zbudować taki zespół, gdzie ten dział obsługi klienta będzie miał takie możliwości. Będzie po prostu tyle osób, że będą mieć czas na to, żeby się zająć edrone i obsłużyć go tak, jak trzeba. I powiedzmy tam od grudnia zeszłego roku wdrażamy jedną osobę, która się edrone opiekuje. Trochę się tym narzędziem na razie bawi. Testuje sobie różne scenariusze, sprawia jej to frajdę. Ja daję jak gdyby w pewnym zakresie wolną rękę, coś tam sugeruję i tak dalej. Pewne wyznaczam pewne ramy, ale między tymi ramami jest wolna ręka dla tej osoby, że ona może robić co chce. To co jest jak gdyby ostatnim takim najnowszym, najnowszym doświadczeniem naszym to są kody rabatowe, które są generowane na krótki czas. Przykład jest z ubiegłego tygodnia. Wygenerowanie i użycie tego w w narzędziu edrone kodu rabatowego z okazji Walentynek. Ja nawet o tym nie wiedziałem. Ja sobie tak wszedłem sobie w baselinkera, byłem akurat na urlopie, wróciłem z urlopu. No to coś trzeba tam zaglądnąć. Wszedłem sobie i tak patrzę na statystyki i widzę taki wystrzał w sobotę sprzedaży, taki. Patrzę dzień wcześniej. Trzy razy mniejsza sprzedaż, dzień później trzy razy mniejsza sprzedaż. A ta sobota tak strzeliła w górę. Myślę co jest? Nie bardzo to rozumiem. Nie wiem, o co chodzi. Nie. To była. To była niedziela. No i wczoraj, w poniedziałek mieliśmy takie spotkanie właśnie z tym zespołem, z zespołem sprzedażowym. Ustalaliśmy tam priorytety na działania na najbliższy tydzień. No i tam pytam się co? Co tam dziewczyny zrobiły? No i one mówią, że zrobiły kod z okazji Walentynek. 10% i ważny jeden dzień. I ten kod spowodował taki wystrzał sprzedaży, którego się po prostu nie spodziewałem. Oprócz tego tam robią jeszcze inne kody. Tam, powiedzmy z okazji urodzin, z okazji Dnia Babci. I ja do tej pory byłem zwolennikiem czegoś takiego: moja oferta jest jasna, czytelna, prosta. Tam są stałe ceny, dosyć wysokie, bo chcę mieć marżę jak każdy sprzedający uczciwą i każdy klient widzi tą ofertę. Nie walczę jakimiś obniżkami, nie kombinuję, nie robię jakichś wyprzedaży. Czyli cena jest constans przez cały sezon, a ja się skupiam na zapewnieniu, na zapewnieniu dostępności i to tam działało. Natomiast właśnie w ostatnim czasie zaczęliśmy więcej wykorzystywać tego mechanizmu kodów rabatowych na różne sposoby. No i teraz uczymy się tego, jak to wpłynie na sprzedaż. Ja mam pewną obawę, bo obawiam się tego, że jak gdyby klient nauczy się, ponieważ u nas, tak jak powiedziałem, spora część klientów to jest klient powracający. Boję się takiego scenariusza, że klient nauczy się tego, jak my działamy z tymi kodami i będzie wstrzymywał się z zakupami, czekając na okazje, które się jakby cyklicznie powtarzają, tego się obawiam. Natomiast troszeczkę przeciwwagą do tego jest to, że właśnie ta dostępność, mimo tego, że się staramy, ona nie jest cały czas, więc tym czynnikiem takim, jak gdyby zmuszającym klienta do dokonania jednak zakupu jest na przykład to, że ta odmiana, którą chce kupić, jest teraz dostępna, a wiem, że ona nie zawsze jest dostępna, więc to może mi trochę też pomóc, bo ta obawa, że że to taka agresywniejsza strategia sprzedażowa oparta na kuponach rabatowych, że ona nie do końca wiem, czy ona się na dłuższy w długiej w długim okresie czasu się sprawdzi. Natomiast teraz myślę, że to, że to działa, że oddziaływanie na klientów jest duże tym.
No też myślę, że na pewno bardzo ważne jest testowanie różnych rzeczy i fajnie, że jesteście Państwo na to otwarci i to też na pewno za jakiś czas pokaże Wam jak reagują klienci. I myślę, że spokojnie uda się znaleźć ten ośrodek, z którego wszyscy będą zadowoleni. Panie Grzegorzu, tak na koniec naszej rozmowy chciałam się jeszcze zapytać jakie ma Pan rady dla innych właścicieli sklepów online? Bo z naszej rozmowy ja mam takie wnioski, że kluczowe jest słuchanie swoich odbiorców i swojej społeczności, bo tak jak pan mówił, chociażby w przypadku kanału na YouTube, gdzie ludzie prosili o więcej filmów o bestsellerach, które panu się nie do końca wydawały konieczne, a to jednak dobrze sobie poradziło. No to właśnie oprócz takiego słuchania swoich odbiorców, jakie pan rady był tutaj, mógł dać innym właścicielom e-commerce?
Wydaje mi się, że znowu to może być troszeczkę coś innego niż powie handlowiec. Ale ja powiem tak. Pieniądze na końcu moim zdaniem są przy okazji. Pieniądze się pojawiają przy okazji, przy okazji czego? Przy okazji tego, że traktujesz klienta uczciwie? Przy okazji tego, że Ty chciałbyś być potraktowany. Działaj tak, jak Ty chciałbyś być potraktowany. Ja bardzo często staram się zrozumieć, czego oczekuje ten mój klient. Co by mu sprawiło radość? To też może wynikać z tego, że nie jestem handlowcem, bo my cały czas jakby rozbudowujemy swoją stronę o informacje o roślinach, których nie ma gdzie indziej. Dlatego, że ja uważam, że wśród klientów są ci, którzy kupują powiedzmy Intuicyjnie i oni nie potrzebują tej informacji jakiejś dużej. Ale jest dużo grono ludzi, którzy chcą się jednak czegoś więcej dowiedzieć. Robimy coś, czego nie robi żadna nasza konkurencja. Dajemy wykresy okresów kwitnienia, dajemy rysunki o pokroju i wielkości tej rośliny w czasie rzeczywistym, co jest troszeczkę czymś innym niż podaje hodowca, ten właściwy twórca odmiany, więc staramy się dać jak najwięcej uczciwej informacji. To jest jedna rzecz. Druga rzecz w Internecie w ogóle w życiu wydaje mi się coś takiego jak reputacja. Moim zdaniem jest strasznie ważna. Żyjemy w takim świecie, gdzie można powiedzieć wszystkiego mamy nadmiar i nasz wybór. Często jest nam trudno dokonać wyboru, bo mamy nadmiar informacji, nadmiar produktów i tak dalej. I ja sobie zadaję pytanie jakich informacji, czego ja bym potrzebował. Jeżeli chcę dokonać zakupu jakiegoś przedmiotu w branży, której nie znałem, której nie znam, jestem zielony, to ja bym potrzebował kogoś, kto jest autorytetem, kto wiem, że mnie nie naciąga, tylko mówi uczciwie jak jest. Nie cukruję, nie lukruję. W bardzo wielu filmach ja mówię też o wadach, o wadach tych roślin i wydaje mi się, że właśnie tego brakuje we współczesnym internecie takiej uczciwej, rzetelnej opinii pod wieloma kątami, bo każdy z nas ma troszkę inne oczekiwania od produktu. Ja patrzę właśnie pod kątem swojego hobby, tego rowerowego i czasem mi się wydaje, że kurde, jak ja bym założył sklep rowerowy, to ja bym go zrobił tak jak nikt z niego nie zrobił, bo ja bym tam zupełnie inaczej to poprowadził, żebym mówił to, czego nikt inny nie mówi. Nie, bo jak sam chcę coś kupić do roweru, to wiem, że są informacje, których ja nigdzie nie mogę znaleźć. Więc to jest ta rzecz, że po prostu uczciwie, oczami klienta. I niekoniecznie z trendami bardziej bym uważał, że trzeba słuchać swojego, swojej intuicji, swojego serca. To jest następna rzecz. Ale jedna rzecz jest też ważna że to wszystko nie może być zamiast jakości. Jakość, czyli te wszystkie rzeczy, które stanowią o takiej typowej jakości w handlu. One muszą być zapewnione. Ale oprócz tego musi być jeszcze ta taka szczerość, uczciwość. I jeszcze jedna rzecz nie bać się testować, nie bać się testować. Jeżeli Ci przychodzi jakiś pomysł do głowy, ro jest moja też wada. Ja mam bardzo wiele pomysłów, które z jakiegoś powodu odkładam albo właśnie, że nie mam. Nie mamy zasobów, żeby to zrobić, albo uważam, że są pilniejsze rzeczy, albo nie mam do czegoś przekonania i jakiś pomysł mi wisi w głowie od dłuższego czasu i tak go odkładam, odkładam, może jeszcze nie może tego. Nie bój się testować. Jeżeli nawet możesz coś zrobić źle. Znaczy nie, nie musisz dążyć do perfekcji, ale rób coś w kierunku, w którym uważasz, że powinieneś podążać. I żeby nie było tak, że ta perfekcja Cię będzie powstrzymywać przed dokonaniem kroku.Rób. Po prostu rób.
To co teraz? Obok sklepu z różami szykuje się otwarcie sklepu dla pasjonatów rowerów.
Nie, nie, nie. Bardziej moim marzeniem teraz jest, już trochę to realizuję. Doprowadzić ten swój warsztat pracy do takiego stanu, że ja będę poświęcał na pracę pół etatu w cudzysłowie. Będę w pracy na pół etatu, a zaoszczędzony czas będę mógł poświęcić na swoje hobby, na przewietrzenie głowy. Na wyjazd w góry rowerem ze znajomymi. Do tej pory było tak, że jeszcze powiem jedną rzecz. Myśmy budowali zespół z ludzi, którzy jak gdyby nie byli w branży. Przeważnie do zespołu. Rekrutowaliśmy osoby, które dopiero wdrażaliśmy według naszych standardów, naszych zasad, a nie braliśmy osoby jakby od konkurencji czy coś już z nawykami. To miało plusy i minusy, dłuższy okres wdrożenia, ale potem działamy już tak według nie według jakichś naleciałości od innych, tylko według naszych standardów. Więc minus był taki, że to trwało dłużej. Plus był taki, że działamy tak, jak chcemy, żebyśmy działali. I to budowanie zespołu to jest następna rzecz, którą po prostu poleciłbym wszystkim, którzy w e-commerce startują albo w ogóle mają jakiekolwiek, jakiekolwiek firmy i chcą je skalować.
Nie wyskalujesz biznesu działając sam, chyba że jesteś jakimś specjalistą wysokiej klasy i działasz na zasadzie usług lub lub licencji na swoje usługi. Natomiast normalnie większość ludzi, większość biznesów trzeba skalować po prostu zatrudniając ludzi. I ta jakość tego zespołu, reguły w tym zespole panujące i taka uczciwość traktowania siebie nawzajem w zespole jest olbrzymia. Nie da się. Nie da się po prostu rozwijać, nie mając zespołu. Zespół to jest coś najważniejszego i ja. To był mój olbrzymi problem, którego musiałem się nauczyć. Musiałem rozwiązać pewne nauczyć rzeczy, których nie umiałem. Bo tak jak mówię, jestem szkółkarzem, a nie jestem przedsiębiorcą, takim z doświadczenia, z wykształcenia, więc zdobywanie tego doświadczenia w pracy, w zespole, w komunikacji, w nagradzaniu, w dopingowaniu, w egzekwowaniu tego wszystkiego musiałem się uczyć. Cały czas się tego uczę, ale wydaje mi się, że dzięki temu, że na tym obszarze zrobiłem jakiś tam postęp, to dzięki temu cały nasz zespół poszedł mocno do przodu i jak gdyby działamy już troszkę na innym poziomie niż, powiedzmy mówiąc tak trochę nieskromnie niż moi znajomi, którzy działają w tym obszarze.
Ja tam tego nie widzę, natomiast wydaje mi się, że to będzie też procentować w przyszłości, jeżeli się oczywiście czegoś nie spieprzy, bo jeszcze jest jedna rzecz, która jest bardzo ważna w przypadku ogrodnictwa szczególnie to jest pokora. Jeżeli wpadniesz w coś takiego, że wydaje ci się, że już masz tak wszystko poukładane, jesteś taki zarąbisty, to przychodzi taki moment, że dostaniesz z liścia i możesz się przewrócić. Więc cały czas ta pokora, a szczególnie pokora w przypadku pracy z ludźmi. W przypadku pracy z zespołami już kilka razy takiego liścia dostałem, że wydawało mi się, że mam wszystko poukładane, że wszystko powinno iść ok. I nagle się okazywało, że jednak nie, że ktoś na coś patrzy inaczej. Coś było niejasne, niedoprecyzowane zakresy obowiązków i tam się robiły zgrzyty. Więc budowanie zespołu, pokora, słuchanie klientów, odwaga w podejmowaniu decyzji, nieodkładanie ich to są te rzeczy, które trzeba robić.
Panie Grzegorzu, bardzo dziękuję za rozmowę. Mocno trzymam kciuki, żeby udało się zrealizować ten plan pracy na pół etatu i większej możliwości wycieczek, żeby przewietrzyć głowę.Trzymam kciuki za rozwój sklepu i serdecznie dziękuję za spotkanie.
Było mi bardzo miło z Panią porozmawiać. Dziękuję za propozycję. Ja nie wiem jak wiele osób obejrzy, obejrzy ten film, ale sama ta rozmowa między nami ona mi sprawiła dużo przyjemności. Ja jestem osobą. Jak się mi pozwoli gadać, to jestem w stanie zagadać trochę. Trochę mogło tak być, przepraszam. Natomiast sama wymiana myśli w sposób taki szczery, uczciwy i otwarty moim zdaniem ma olbrzymią wartość i dziękuję za poświęcony czas.
Bardzo dziękuję Wam za wysłuchanie dzisiejszego odcinka. Jeśli jeszcze nie jesteście po tej rozmowie pasjonatami róż, to gorąco Was zachęcam do sprawdzenia kanału Pana Grzegorza na YouTubie. Link znajdziecie w opisie. Dla mnie takie główne wnioski po tej rozmowie to jest to, żeby pamiętać, że rozwijając swoją pasję i dzieląc się swoim doświadczeniem naprawdę możemy zjednać sobie ludzi. I jak pokazuje historia sklepu, róże ogrodowe to właśnie ta autentyczność, którą pokazuje Pan Grzegorz na co dzień wpływa na to, że klienci mają zaufanie i bardzo chętnie wracają po kolejne zakupy. Pan Grzegorz w naszej rozmowie wspominał także o tym, żeby testować i nie bać się testować, więc ja zachęcam Was do sprawdzenia nowości, które ostatnio pojawiły się w systemie edrone między innymi edrone reviews, czyli funkcja do pozyskiwania opinii, a także pop-up z kołem fortuny. Tymczasem jeszcze raz dziękuję Wam za wysłuchanie tej rozmowy i do zobaczenia i usłyszenia w kolejnym odcinku. Trzymajcie się! Hej!
O prowadzącym
Marta Jabłońska
Z wykształcenia dziennikarka i specjalistka od komunikacji. Swoją karierę konsekwentnie buduje na pracy ze słowem. Pierwsze kroki w karierze stawiała w Public Relations, pisząc dziesiątki materiałów prasowych dla agencji takich jak Team Lewis czy Grayling. Od kilku lat rozwija swoje umiejętności w marketingu, tworząc wszelkiego rodzaju treści — od kampanii SMS, przez newslettery po obszerne artykuły eksperckie. W edrone, jako Senior Content Designer, wykorzystuje swoje lekkie pióro do dzielenia się wiedzą z właścicielami sklepów internetowych, pokazując nowe trendy i możliwe kierunki rozwoju e-commerce. LinkedIn